Następny mecz:  Chelsea  -  Barcelona     ·  Dziś o 20:45  ·  1. mecz 1/8 finału Liga Mistrzów Canal +   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

Kilka słów od kibica. Niektórzy nie powinni wychodzić z cienia

 1 października 2013, 09:00

 rafkop8

 77 komentarzy

Niniejszy felieton powstał pod wpływem niedawnych wydarzeń związanych z „pracą" Muñiza Fernándeza. Czubek góry lodowej, który doprowadził do powstania potężnej lawiny. Tym razem nie odbierze ona nikomu życia. Zabierze jednak ze sobą marzenia wielu... Nie będzie to jednak tekst o konkretnej osobie. Ostatni „sprawiedliwi" - wystąp!!! Tym razem to my was osądzimy.

Na wstępie mojego artykułu muszę szczerze przyznać, że nie wiem jak wygląda poziom sędziowania w innych ligach (praca, dwoje dzieci, praca), ale to co wyprawiają „ostatni sprawiedliwi" w Hiszpanii woła o pomstę do nieba. Nie będę się w swoim felietonie rozwodził na czyją korzyść gwiżdżą sędziowie. My mamy swoje argumenty, Madryt również. Każdy klub takowe posiada. Kibice Dumy Katalonii wypomną swoim największym rywalom jakiś niesprawiedliwie zakończony mecz, w rewanżu przeczytamy natomiast o batalii, w której sędzia „wyraźnie" pomagał Blaugranie. W tej kwestii, podobnie jak w innych, nigdy nie osiągniemy porozumienia. Barykady wzniesione, szanse na pokój niewielkie. Może zatem nadeszła pora na wyjście z piaskownicy i zakończenie wzajemnego przekrzykiwania się w kwestii pomyłek sędziowskich. Dlaczego?

Do tego problemu trzeba bowiem podejść globalnie. Raz pomogą nam, raz nas skrzywdzą. Prawdę mówiąc nie wyobrażam sobie, aby w moralnych słownikach arbitrów istniały słowa: „pomaganie" i „skrzywdzenie". Jestem chyba w tym względzie naiwny. Myślenie, iż sędziowie są obiektywni można bowiem uznać za utopijne. To jest jednak ich praca. Wykonują ją źle, nieprawdaż? Co się dzieje ze zwykłymi „śmiertelnikami", kiedy ich praca nie jest adekwatna do otrzymywanego wynagrodzenia? Nie muszę chyba pisać.

Panowie z gwizdkiem nie uważają się za zwykłych zjadaczy chleba. Najgorsze jest to, iż bardzo często chcą być pierwszoplanowymi postaciami meczów. Powinni być w cieniu, ale tak nie jest. Często obserwujemy podejście typu: „Ja tu rządzę" - tymczasem: nie, uczciwy arbiter powinien być tylko tłem dla boiskowych gladiatorów. Aktorem drugiego planu. Personą ważną, ale nie najważniejszą.

Wiem, że futbol staje się coraz szybszy, ale po to wymyślono technologiczne rozwiązania, aby je stosować. Nie unikniemy tego. Zwłaszcza, że poziom sędziowania staje się z każdym kolejnym sezonem  coraz bardziej dramatyczny. Zawodnicy, widząc niezdecydowanie arbitrów, wykorzystują to do granic możliwości. W końcu odkryli ich słabość. Grzechem byłoby tego nie wykorzystać. Niestety, koło się zamyka.

Liga Mistrzów (chwilowa wycieczka po boiskach europejskich) i dodatkowi arbitrzy, którzy stoją przy bramce. Czy widzieliście, aby kiedyś sami podjęli decyzję? Przecież to oni stoją najbliżej pola karnego. Przy spornych sytuacjach wydają się jednak bezsilni. Błagalne spojrzenia w stronę głównego sędziego, chorągiewki bez ruchu... To ma być wsparcie? Przecież ci panowie też pobierają za swoją pracę pensję.

Ponury stereotyp mówi, iż kobiety nie wiedzą co to jest „spalony" (nie poprę tego sformułowania; moja żona doskonale orientuje się w tej kwestii). Nie wiem jednak - i piszę to zupełnie poważnie - jak to wygląda u sędziów. Był spalony, czy nie? Co ten termin w ogóle oznacza? Fundamentalne pytanie wśród arbitrów. Wciąż nierozwiązane...

Dla piłkarza futbol nie jest tylko pasją i hobby po ciężkim dniu w pracy. To właśnie jest ich praca. Nieustanne treningi, wyjazdy, presja wyników, gargantuiczna rywalizacja, życie na walizkach... większość roku z dala od najbliższych. Zawodnik trenuje, aby stać się lepszym sportowcem. Chce być najlepszy. Litry potu wylane na treningach i kibice, którzy patrzą i liczą na wygraną. Każdy piłkarz chce to dać. Bycie idolem mas do czegoś w końcu zobowiązuje. A jak doskonalą się sędziowie? I czy w ogóle?

Piłkarze często stają wobec sytuacji, kiedy przychodzi mecz i wszystko może pójść na marne za sprawą arbitra, który - delikatnie rzecz ujmując - wypaczy wynik pojedynku. Poziom rozgrywek nie ma tu znaczenia, to może być piąta okręgowa, to może być Liga Mistrzów... I litry potu wylane na darmo. Gracz wraca do domu i wie, że wykonał swoją pracę z maksymalnym poświęceniem, ale „sympatyczny" pan z gwizdkiem wdeptał cały jego trud głęboko w ziemię. Jutro w końcu też jest dzień. Trening, wyjazd, presja - czy jednak warto, skoro o zniweczenie wysiłku gracza jest tak łatwo?

Liczbę sędziowskich błędów możemy mnożyć w nieskończoność. Jestem pewien, iż coś - koleżanki i koledzy - dopiszecie. Furtkę zostawiam zatem otwartą...

Cóż można na to poradzić? Bo chyba nie chcemy, aby zostało to w takim układzie, jak obecnie.

Wprowadzenie powtórek, kamery i dodatkowy sędzia na „orlim gnieździe". To z pewnością nie opóźni gry. Mało tego, wywoła dodatkowe emocje. Pisząc o pracy arbitrów, powrócę do finałowego spotkania w hokeju na lodzie pomiędzy Szwecją i Kanadą. Tam o końcowym sukcesie zadecydował zapis kamery. Kanada wygrała, Szwedzi - widząc powtórkę - przyjęli do wiadomości, iż... nie tym razem. Nie chcę nawet myśleć, co by się stało, gdyby nie było takich udogodnień technologicznych. Znając hokeistów, skończyłoby się to wszystko „małym" zamieszaniem.

Nawet sporty niszowe, jak żużel, korzystają z dobrodziejstw technologii. Tenis - powtórki na życzenie. Piękna sprawa. Pojedyncza piłka wpadła w kort, czy też nie? Wiele od tego zależy. Niekiedy wynik wielogodzinnego pięciosetowego meczu. Kibice wykazują cierpliwość, często bijąc brawa w oczekiwaniu na powtórkę. Oklaski stutysięcznego tłumu na stadionie? Chciałbym to usłyszeć. Oczekiwanie na wyrok...

Do diaska, mamy XXI wiek i świat idzie z postępem. W kwestii sędziowania świat się jednak zatrzymał. Piłka nożna nie jest już jednak tylko grą za blokiem i walką o talon na Fiata 125p. Futbol jest także ogromnym biznesem, za którym stoją ogromne pieniądze. Musimy się z tym pogodzić. Kocham epokę romantyzmu, ale w pewnych środowiskach jest to już wyblakłe słowo.

Szkoda, iż wiele pięknych sportowych chwil jest brutalnie i bezpardonowo niszczonych przez „sprawiedliwych" oraz osoby, które nad nimi stoją. Może kiedyś się to zmieni? A może jednak wciąż żyję wizją „szklanych domów"...

Jedno pozostaje pewne. Kradzież zawsze pozostanie przestępstwem! Aequitas sequitur legem.

Udostępnij:

Komentarze (77)

Gorące tematy