Następny mecz:  Chelsea  -  Barcelona     ·  Dziś o 20:45  ·  1. mecz 1/8 finału Liga Mistrzów Canal +   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

Arogancja Messiego czy jedyna opcja ofensywna?

 7 stycznia 2014, 15:00

 pax

 279 komentarzy

Odpowiedź paxa na felieton Uniezależnieni challengera. Zapraszamy do lektury i komentowania!

Są lata, w których drużyny określa się nazwiskami ich bohaterów - Bayern Beckenbauera, Ajax Cruyffa czy Santos Pelégo. Są to gladiatorzy, którzy swoją walką, determinacją nie tylko decydowali o losach spotkania, ale dawali przykład zaangażowania dla młodszych kolegów. Czy miałbym coś przeciwko nazwaniu FC Barcelony w latach 2009-2013 Barceloną Messiego, tak jak Chicago Bulls drużyną Jordana, a Edmonton Oilers Wayne'a Gretzky'ego? Nie, nie miałbym. Taka była rzeczywistość. O Messidependencji można pisać źle lub dobrze, ale nie można dezawuować 10 tytułów zdobytych w tym czasie (2009/2013) głównie dzięki 233 bramkom i 79 asystom Lionela Messiego i pisać o ich destruktywnym wpływie na drużynę jako całości.

Felieton jednego z redaktorów portalu, challengera, do którego żywię ogromny szacunek, należy rozpatrywać zarówno poprzez sposób artykułowania jego głównej teorii, jak również jej samej. Artykuł został podzielony na dwie części - w pierwszej trwa rozprawa z Leo Messim z błędną moim zdaniem argumentacją, nadinterpretacjami i wnioskami dopasowanymi do wcześniej postawionej teorii. Druga cześć już opisuje stan drużyny, z którym obiektywnie rzecz biorąc należało by się zgodzić. Odniosę się w tym kontrfelietonie jedynie do pierwszej części omawianego tekstu, gdyż jest on ciekawy nawet w ramach dysputy samych culés o Leo.

Niestety forma tego tekstu przypomina we fragmentach opisujących Messiego nowomowę okresu Gomułki, a subiektywizm prezentowanych treści jest paralelny do mów Demostenesa przeciwko Filipowi II czy Cycerona przeciwko Markowi Antoniuszowi. Na tym polega mój główny zarzut do autora tekstu, a mianowicie - jednowartościowości przekazu. Mistrzowie propagandy, stosując czarny PR, postępują takimi właśnie metodami, aby przekazać swoje teorie, wizje, argumenty, zaczynając dyskusje od zdyskredytowania oponenta. Zarzucając mu niestworzone rzeczy, wyolbrzymiając lub wymyślając cechy charakteru czy zachowania. Postawa i wyniki boiskowe Messiego bronią się same, zaś autor tekstu wyciągnął najczarniejszą, mroczną stronę charakteru Leo, o której nikt wcześniej nie wiedział - poczynając od zainteresowanego, zawodników, klubu, na kibicach kończąc, przez co wydaje się, że w krytyce zabrnął ciut za daleko, ustawiając tę część swojego tekstu miedzy konfabulacją a megalomanią. Wartościowa analiza tego zagadnienia jest pod koniec felietonu, jednak pierwsza cześć jest pełna negatywnych określeń przypisanych Argentyńczykowi, który czeka tylko na wynik liczenia ostrakonów przed niechybnym skazaniem na banicję. W artykule Messi został postawiony przed sądem hunwejbinów, którzy z góry wydali na niego wyrok skazujący jako wroga mas kibicujących, nie przedstawiając żadnych dowodów jak za czasów regime de la terreur Robespierra'a (a jedna z przekonujących rozentuzjazmowaną gawiedź poszlak: Ibra „czuł pismo nosem"). Autor z łatwością zestawia przeciwieństwa zły - dobry, kat i ofiara.

Złym katem w felietonie challengera jest oczywiście Leo Messi, który nie tylko uzurpuje sobie wszechwładzę, wpływ na wszystko, co się dzieje w klubie, poczynając od szatni, transferów, kompetencji trenerskich, ale okazuje się ponadto osobą małostkową, zazdrośnikiem o pozycje innych piłkarzy w drużynie, zgorzkniałym tetrykiem, zakompleksionym tyranem dbającym jedynie o swoje rozdmuchane ego, dyktatorem, który swoimi niecnymi poczynaniami na boisku i poza nim (prawdopodobnie chodzi o spiski, knowania) zmusza zawodników (David Villa) do uległości.

Prześledźmy więc kilka wyrażeń, którymi posługuje się autor felietonu  „[...z wiekiem sam sportowiec robi się zazdrosny o pozycję kolegów z szatni, staje się ekspansywny w swych zachowaniach, postanawia wpływać na dotychczasową hierarchię... To rola nie lidera już, lecz dominatora... symptomy dyktatorskich zapędów Messiego... stopniowe narastanie w nim buńczuczności, sportowej arogancji, chorobliwej überwiary we własną doskonałość i postępującego egoizmu boiskowego... uzależnienie od Leo ewidentnie zainfekowało Barcelonie wyniki].

To nie tylko demonizacja postaci Messiego, ale oskarżenie o próbę zniszczenia mes que un club. To apokaliptyczna wizja autora, który dostrzegł jednak promień nadziei na uratowanie klubu od dyktatorskich zapędów tego boiskowego aroganta i egoisty w... jego kontuzji. Następnie cały akapit poświęcony zbawczej roli kontuzji w procesie odnowy boiskowej i duchowej „trenera, drużyny i jej rozwoju w imię wzrostu konkurencyjności na kluczowy etap rozgrywek". Czy stąd nie daleko już od stwierdzeń, iż pozycje defensywnego pomocnika zdominował na lata Sergio Busquets, eliminując konkurentów na tę pozycję: Touré, Keitę czy Mascherano. Czy zbawczym nie okazałoby się zerwanie więzadeł kolanowych przez Sergio, nie poprawiłoby to konkurencyjności na tej pozycji, przesunięć taktycznych, nowej strategii, zbawczych dostosowań do nowych warunków kadrowych itd.? Tego typu stwierdzenia autora są niedopuszczalne, szczególnie dla culé i byłego socio; nie twierdzę, że Challenger cieszy się z kontuzji Messiego, ale patrzenie na nią poprzez poprawę konkurencyjności budzi mój niesmak. Na konkurencyjność powinno się patrzeć tylko i wyłącznie poprzez to, co zawodnik pokaże na boisku, a nie przez pryzmat kontuzji innego zawodnika.

Messidependencja na pewno istniała i dalej trwa, jednak pomału rozpoczyna się ucieczka Barcelony od tej jedynej ofensywnej opcji. Jednak błędem challengera w artykule nie jest o tyle język (przypominający propagandę), a założenie, że za Messidependencję odpowiada sam Messi, który ją stworzył, narzucił i wykorzystywał. Messidependencja stworzyła się sama, poprzez brak formy i indolencję strzelecką pozostałych zawodników Blaugrany, nikt nie wprowadził systemu 1-9-1, (bramkarz, 9 dogrywających do Messiego i jeden jedyny egzekutor). To zupełnie mylne wyobrażenie. Messi przez ostatnie lata grał na jednym i tym samym wysokim poziomie, jego forma nagle nie wybuchła, a rozegrał blisko 300 spotkań w ciągu 4 lat! Problem stanowili jego koledzy z drużyny.

Pierwszy (2010/2011) sezon stał się narodzeniem tria MVP. Messi był w formie, z której nie schodził przez następne lata. Problem w tym, że po kilku miesiącach formę trzymał tylko Leo, a Villa i Pedro byli jedynie swoimi cieniami. Nie było sytuacji, w której to Messi zawłaszczał miejsce na boisku i windował statystyki kosztem kolegów - to oni po kilku miesiącach swojej dobrej gry całkowicie zatracili formę, biegając bezładnie po boisku i nie wykorzystując sytuacji, jakie stwarzał im głównie Leo.

Zarzut, że Messi trzymał formę, gdy inni ją tracili, zarzut, że sam narzucił swoją pozycję na boisku w sposób arogancki i egoistyczny, a nie swoją walką, determinacją i skutecznością, gdy sam decydował o wynikach spotkań, jest dla mnie osobiście czymś niezrozumiałym. Niezrozumiałym o tyle, że sam redaktor Challenger ocenia zawodników po meczach na tym portalu. Żeby znaleźć argumenty do swojego felietonu, po raz kolejny przejrzałem archiwum ocen za mecze, wybrałem te z najlepszego sezonu Villi, czyli z 2010/2011, gdzie stworzył niepowtarzalny tercet z Messim i Pedro. Przykłady wybrane dość tendencyjnie (za co pewnie będzie zaraz zarzut), ale pokazują pewien ogólny trend formy podstawowych zawodników ofensywnych w drugiej części tamtego sezonu.

Messi, Levante: Geniusz, geniusz, geniusz. Brak słów, by opisać, co ten chłopak zrobił w 58. minucie. I to prawą nogą. Pewnie niedługo NASA albo Mossad opublikują wyliczenia z jakiego kąta strzelał argentyński mag. Panathinaikos: Dwie jego genialne akcje z końcówki pierwszej połowy można by oglądać w nieskończoność. Zwłaszcza akcja z 44. minuty, kiedy przedryblował czterech zawodników (a w zasadzie dwóch po dwa razy), była z gatunku „Najpiękniejsze akcje świata". Goleada Argentyńczyka w kolejnych spotkaniach trwa. Almería: Trzy bramki strzelone, asysty przy dwóch kolejnych plus znakomita gra przez pełne 90 minut w każdym sektorze boiska na granicy dwóch formacji - „coś więcej niż bezbłędny występ" to niemożliwość? Osasuna: Słabszy dzień może mieć Xavi, może mieć Villa, Valdés, nawet Iniesta i Piqué. Ale Messiego w jego dzisiejszej formie nie powstrzyma nic. To nie Xavi ani Iniesta zanotowali tego wieczora najwięcej zagrań łamiących defensywę Osasuny oraz najwięcej rajdów. Takim graczem był dryblujący, biegający, podający i strzelający Messi. Widząc słabszą dyspozycję kolegów, wziął pełną odpowiedzialność za wynik i zrobił wszystko, by wygrywać.

Villa, Panathinaikos:  Pod koniec pierwszej połowy zmarnował dwie okazje na bramkę. W drugiej połowie wykazywał się co chwilę kompletnym brakiem timingu. FC Kopenhaga: Szczególnie sytuacja z 38. minuty i poprzeczka (6') pokazują, że gdy napastnikowi nie idzie. Almería: Asysta palce lizać do Messiego przy bramce na 0:1. Nieskuteczność pod bramką gospodarzy sprawia, że niestety nie można wystawić mu wyższej oceny. Swoich okazji na gole miał kilka (m.in. 3', 48', 80'), ale tego dnia nie udało mu się wykorzystać żadnej z nich. Osasuna: Jeden z dwóch barcelońskich „łasuchów bramkowych" (oczywiście wraz Messim) miał tego dnia kompletnie rozregulowany celownik i w sytuacjach, które powinien wykorzystać z zamkniętym oczyma, strzelał w bramkarza lub niecelnie (50', 59', 74', 85'). Levante: Mógł, a nawet powinien strzelić przynajmniej jednego gola. Oddał siedem strzałów na bramkę, ale ani razu nie zmusił bramkarza rywali do interwencji. Herculés: Oddał sporo strzałów, z których co najmniej dwa (33', 47') mogły przy odrobinie szczęścia znaleźć drogę do siatki rywali. Szachtar: Sporo piłek stracił, a nie oddał ani jednego (!) strzału na bramkę gospodarzy. Susza trwa, ale miejmy nadzieję, że jest już tylko kwestią godzin. Sevilla: Ogromny zawód. Ekstremalnie niewidoczny podczas najciekawszych akcji zespołu, a przez całą drugą połowę - zwyczajnie bezproduktywny Levante: Mógł - znów - zapewnić drużynie trzy punkty, ale - też znów - mu się nie udało. Wszystko, co miał - marnował w bardzo złym stylu, ponadto trudno określić jego grę z partnerami i bez piłki mianem efektywnej Saragossa: Trudno powiedzieć coś dobrego o występie Davida, gdyż wykazał się głównie marnowaniem dogodnych sytuacji tworzonych mu przez kolegów. Zamiast kreować akcje - albo je wstrzymywał, albo podawał do tyłu.

Pytanie narzuca się samo: czy to Messi narzucił Messidependencję, czy to sytuacja związana z nieskutecznością jego ofensywnych kolegów zmusiła go do wzięcia odpowiedzialności za drużynę? Czy podjęcie tej rękawicy i sprostanie temu arcytrudnemu zadaniu przez kilka sezonów stanowić może zarzut? Przez lata zachwycaliśmy się grą małej „atomowej pchły", teraz po kolejnej kontuzji, problemach pozaboiskowych i przyjściu Neymara zaczynamy kopać leżącego, o czym w wywiadzie mówił niedawno Piqué. A co do Neymara, to jest on najlepszym zakupem Barcelony od czasów Ronaldinho, ale za wcześnie, aby wykrzykiwać hasła „umarł król, niech żyje król".

Redaktor zapomniał, pisząc o „postępującym egoizmie boiskowym", że Messi ostatnie sześć sezonów kończył z dwucyfrowym wynikiem asyst, jest najlepiej asystującym zawodnikiem FC Barcelony w tym okresie (najlepiej asystujący w lidze w sezonie 2010/2011, drugi w lidze w sezonie 2011/2012) z przemożną liczbą kluczowych podań, których klubowi koledzy nie potrafili wykorzystać, pewnie też z jego winy. Więc gdzie ten egoizm boiskowy, czy on plątał im nogi, zasłaniał oczy w czasie strzałów? Dla potwierdzenia swoich słów przedstawiam asysty Lionela Messiego, gdy Messidependencja była w kulminacyjnym punkcie. Sezon 2010/2011, sezon 2011/2012 i sezon 2012/2013.

Barcelona odchodzi od Messipendencji, jak już pisałem, ale nie z powodu Messiego, który początek sezonu zanotował bardzo dobry, ale z wymiany jakościowej Neymara za Villę oraz przełamania się Pedro i Alexisa. Nie zmieniono ustawienia, nie zmieniono taktyki, obyło się bez spektakularnych przesunięć czy zmiany sposobu rozgrywania. Doszedł szybszy, mocniejszy pressing i wiara trenera w możliwości graczy. Wszystko można widzieć z dwóch stron, wyśmienita forma Pedro i Alexisa przyczyniła się do załamania się rozwoju np. Tello, który grając jedynie sporadycznie końcówki, przestał rozwijać się piłkarsko. Tylko czy teraz za tę sytuacje należy winić Pedro i Alexisa (bo są w formie a Tello nie), tak jak Challenger zrobił z Messim? Nie, swoją wartość zawodnicy udowadniają na boisku, jak ktoś gra dobrze to gra, a jak prezentuje się słabo - to siedzi na ławce lub szuka nowego klubu. Challenger słusznie wysunął diagnozę, iż Messidependencja może stanowić problem, a nawet patologię czy uzależnienie, jednak całkowicie mylił się nad jej przyczynami i na tym błędnym założeniu rozpoczął budowanie swojego felietonu.

Challenger pisał także o ochronie, wsparciu i pozytywnych wypowiedziach zawodników Blaugrany na temat Leo. Nie znam klubu, w którym zawodnicy nie chwaliliby swoich partnerów z boiska, znam dziesiątki wypowiedzi Messiego wychwalających Iniestę, Xaviego, Valdésa, Pedro, Fàbregasa czy nawet Villę. Messi przez kilka lat decydował o wynikach sportowych całego zespołu i to normalne, że zyskał tym wielkie uznanie partnerów z boiska. Tłumaczenie negatywnych postaw Messiego? Hmmm, robienie z niego na siłę Zlatana, Ballotellego, Materazziego czy Pepe jest delikatnie mówiąc przesadzone. Negatywne zachowania Messiego w trakcie całej jego kariery można wyliczyć na palcach obu rąk. Dwa razy pretensje do Villi o fatalne zagrania tego ostatniego, wykopnięcie piłki w trybuny na Bernabéu, niepogodzenie się z zejściem z boiska w jednym z meczów w tym sezonie czy krytyka wypowiedzi Fausa... To wystarczyło aby Challenger uznał, że z Messiego zrobił się very bad boy. Tymczasem Leo nie wikłał się w spory Laporty i Rosella, nie zabierał głosu w sprawie konfliktu Rosella z Guardiolą. Publicznie nie atakował żadnego z zawodników swojego zespołu, wręcz ich chwalił i wspierał, jak widać dla challengera to za mało.

Dalej Challenger pisał: „Jeśli ktoś miał coś przeciwko (Eto'o, w pewnym sensie także Henry, Ibrahimović, w końcu i Villa) zostawał bez ceregieli żegnany z klubu". Z nieznanych mi powodów Challenger posługuje się postacią Eto'o, pisząc o Messidependencji, skoro Samuel, odchodząc, strzelił dla Barçy 30 bramek, a Messi tylko 23 w sezonie 2008/2009. Eto'o nie odchodził z Barcelony z powodu Messidependencji, która wtedy jeszcze nie istniała, knowań Messiego czy jego zazdrości, buńczuczności, arogancji i dyktatorskich zapędów, ale z powodu chciejstwa zarobienia większej ilości pieniędzy z 6,5 mln do 11,5 mln (już we wrześniu 2009 r. Eto'o pozwał Barcelonę o wypłatę 3 milionów euro jako procent za transfer). Gdzie tu rola Messiego? Nie słyszeliśmy z ust Eto'o wypowiedzi oskarżających Messiego o spowodowanie jego przenosin. Wygląda mi to na kolejny nietrafiony argument. Thierry Henry zatracił całkowicie formę, każdy jego występ w sezonie 2009/2010 wołał o pomstę do nieba, w 31 spotkaniach strzelił 4 bramki i zanotował 2 asysty. Jeśli chodzi o Henry'ego, któremu kontrakt kończył się za rok, to on przegrał miejsce na boisku z młodziutkim 22-letnim Pedro. Kanaryjczyk dawał więcej drużynie niż bezproduktywny Henry, a dodatkowo sprowadzenie Villi nie dało podstaw do umieszczania Francuza w składzie. Gdzie tu wina Messiego? Kolejny nietrafiony argument. Ibrahimović - tutaj sytuacja jest troszkę inna, bo nie chodzi o boiskowe osiągnięcia. Zlatan nie pasował do koncepcji gry prezentowanej przez Pepa, a następnie narastał konflikt miedzy nimi, w efekcie którego panowie przestali ze sobą rozmawiać. Zachowanie Zlatana irytowało Guardiolę, np. przyjazdy na treningi mimo zakazu drogimi sportowymi autami. Zlatan miał konflikt z Guardiolą, a nie z Messim, z którym dobrze współpracował na boisku. No i Villa, o którym nie chcę pisać już za dużo, bo każdy, kto czytał mój felieton sprzed kilku miesięcy, wie, jaką formę prezentował David przez ostatnie lata gry w Barcelonie. Czy Villa opuścił Barçę z powodu Messiego? Oczywiście, że nie. Ten 32-letni piłkarz z syndromem wypalenia zawodowego i kończącym się kontraktem w sytuacji zwyżki formy Alexisa pod koniec ubiegłego sezonu i zakontraktowania Neymara nie miał wyjścia, gdyż końcówki CdR nie zadowalałyby piłkarza z tak wielkim dorobkiem. Gdzie tu wina Messiego? Challenger wysunął teorię, a następnie rozpoczął dopasowywanie wydarzeń, zachowań pod już obraną koncepcję. W jednej z odpowiedzi rozwinął swoją teorię, iż „potem przyszedł Villa, któremu na wejściu powiedziano, że giermek Messiego to max co ma tu z Ciebie być". Akurat pozycję, na której grał Villa analizowałem dokładnie, pisząc ostatni felieton, i problem był taki, że Villa w pierwszym okresie pobytu na Camp Nou mniej-więcej w połowie spotkań grał jako typowa „9", a połowę na skrzydle. Skoro Messi grał lepiej od Villi, czy to wina Messiego, iż gorszy nie zajął pozycji lepszego? Nie widzimisię Messiego, jego arogancja i pycha dokonały przesunięcia Villi ze szpicy na skrzydło, ale nieskuteczność Villi przy skuteczności Messiego w akcjach podbramkowych, a w konsekwencji: dbałość zwierzchników o dobro i wyniki drużyny.

Dalej Challenger rozpisuje się na temat katastrof piłkarskich związanych z Messidependencją, gdy inne drużyny potrafiły „wyeliminować z gry Leo i wszyscy pamiętamy z jakim skutkiem". Nie chcę pochwalać Messidependencji, bo uważam, że skupienie całej odpowiedzialności za ofensywę w nogach jednego zawodnika to był błąd, jeśli popatrzymy w długoterminowej perspektywie, jednak w omawianym okresie wyniki drużyny same się broniły.

Katastrofy z Realem? Katastrofa to była z Bayernem, z Realem nawet w przegranych meczach Barcelona była drużyną lepszą (pomijam mecz w Superpucharze 2011, bo tam Real zdominował Blaugranę). Barcelona w okresie 2010-2013 przegrała z Realem tylko jeden mecz więcej niż jedną bramką - 1:3. Real, a właściwie Mourinho, ćwiczył miesiącami grę przeciwko Barcelonie, co skutkowało kompletnym fiaskiem Królewskich w poczynaniach o trofea: bilans końcowy to 3 tytuły w 3 lata (spora porażka Realu). Messidependencja dała w tym czasie 10 trofeów dla Barcelony.

W tym okresie w lidze: 2-2-2 , 5:0, 1:1, 3:1, 1:2, 2:2, 1:2. Liga Mistrzów: 1-1-0, 2:0, 1:1. Superpuchar: 2-1-1, 2:2, 3:2, 3:2, 1:2. CdR 1-2-0; 1:1 (1:2 po dogr), 1:3, 1:1, czyli 5 zwycięstw Barcelony, 6 remisów, 4 zwycięstwa Realu. W bramkach Barça: 28, Real: 24. Gdzie tu katastrofa w meczach z Realem? Skoro z gry był wyłączany Leo (przez zagęszczanie pola, podwajanie i przekazywanie obrony), to inni zawodnicy Barcelony mieli więcej miejsca na zaprezentowanie swoich umiejętności, jednak tego nie potrafili zrobić i to też pewnie wina Leo... Real, mając jednych z najlepszych zawodników świata i dobrego trenera, poszedł na wojnę totalną z Barceloną i Messim, który poprzez swoje zaangażowanie był niemiłosiernie kopany (bez piłki - Ramos, Arbeloa) czy deptany (Pepe). Real poprzez tę wojnę zaniedbał wszystkie inne pola, przegrywając na prawie wszystkich arenach. Fakt, że w ostatnim okresie Real łatwiej znajdował sposób na Barcelonę, ale to raczej była wina trenera, który nie potrafił odpowiedzieć na strategię wymyśloną przez Mourinho, a zmiany zawodników przeprowadzane w trakcie spotkania były spóźnione i nietrafione.

Mecze z PSG? W pierwszym Messi otwiera wynik i schodzi z groźną kontuzją w przerwie spotkania, w drugim pojedynku wchodzi jedynie na ostatnie 30 minut, gdy Barcelona przegrywa i jego akcja daje awans zespołowi! Nie rozumiem autora, który nie tylko nadinterpretuje wydarzenia boiskowe, ale sam sobie zaprzecza. Przeglądając archiwum ocen za mecze, grono redakcyjne w każdym ze spotkań z PSG i Milanem najwyżej oceniło grę Messiego, więc te zespoły wyłączyły całkowicie z gry Messiego czy też nie? Z Chelsea mecz przegrany dość nieszczęśliwie, ale taka jest piłka. Messi - najaktywniejszy spośród graczy ofensywnych (wg ocen pomeczowych). W meczu z Bayernem cała drużyna zawiodła, a Messi grał tylko w jednym spotkaniu, jednak jak widać to on stał się kozłem ofiarnym.

Problemem nie był Leo. Problemem byli zawodnicy, którzy wiedzieli że mogą zawieść, że i tak „zbawca" Leo wyciągnie wynik, poprowadzi zespół do zwycięstwa, a to my kibice uznaliśmy Messiego za „boga futbolu", oczekując, że każde jego wejście w 60. minucie przegrywanego spotkania z pewnością odmieni jego oblicze i wynik. Czy Messi, wiedząc, iż do Barcelony zmierza największy brazylijski talent od czasów Pelé, jako „zazdrosny o pozycję kolegów z szatni i ekspansywny w swych zachowaniach" wg challengera nie powinien zablokować (a wedle autora ma tak przemożny wpływ na klub i zarząd) tego transferu? Czy wg autora felietonu ten egoista boiskowy, dyktator, dominator, arogant boiskowy i zazdrośnik nie wyeliminowałby zawczasu potencjalnej konkurencji w osobie Neymara dla swojej hegemonicznej pozycji w klubie? Nie, bo Leo to zupełnie inny typ człowieka niż postać przedstawiona przez autora felietonu. Dalsza część tekstu i kwestia przyszłości Barcelony pod rządami Taty wraz z odejściem od Messidependencji jest już trafna. Jednak ostrze felietonu nie powinno być skierowane w stronę Messiego, ale zarządu. Messidependencja wisiała nad Barceloną jak miecz Damoklesa, który niechybnie spadał. To zarząd poprzez zachowawczą politykę transferową zrzucił na barki Messiego całą odpowiedzialność za drużynę. Wiara w siłę La Masíi okazała się w konsekwencji zgubna, od kilku lat nikt z młodzieżówki nie zasilił w pewny sposób formacji pomocy czy ataku, dosłownie kilka transferów (najmniej ze wszystkich czołowych klubów europejskich) w przeciągu ostatnich pięciu lat (Villa, Ibra, Sánchez, Fàbregas) nie stanowiło dostatecznej siły wsparcia dla cracka z Rosario. On chciał po prostu grać i wygrywać i robił to, co potrafił najlepiej.

Messi grał przez cały początek obecnego sezonu i już wtedy nikt nie mówił o Messipendencji, mimo że Leo strzelał najwięcej bramek. Przełamali się Pedro, Alexis, swoje zrobili Ney i Cesc. Czytałem w zeszłym roku felieton chyba właśnie challengera o pozycji Messiego w Barcelonie, który głównie gra na pozycji „fałszywej dziewiątki" lub samej „9". Skoro Messi okazał się najlepszą „9" w historii Barcelony i jak pisze Challenger, miał już apodyktyczne skłonności do tej pozycji od czasów Eto'o, to po co zarząd kupował Ibrę i Villę - czyli też nominalne „9", tworząc sytuację konfliktogenną? Wiadomo było, że jest to pozycja dla jednego zawodnika, a wyniki boiskowe zweryfikują, kto tę pozycję uzyska. Messi zapracował na tę pozycję, a nie ją dostał, bo Barcelona „kocha go jak własne dziecko". Czemu zarząd, chcąc zrównoważyć taktyczne założenia, nie sprowadził świetnych pomocników (była przecież wielka dyskusja, czy sprowadzić Davida Villę czy Davida Silvę). Dla zarządu liczył się marketing i nazwiska przyciągające tłumy, a cały wynik sportowy był postawiony na głowie Leo. W latach 2010-2013 Messidependencja była jedyną możliwą opcją ofensywną, została wykorzystana i spełniła swoją rolę, w dłuższej perspektywie mogło to uzależnić cały klub od jednego gracza, jednak jak widać reakcja przychodzi w porę. Można pisać, że o pół roku za późno (wyniki wiosny 2013), jednak wtedy sytuacja była inna. Kontuzje Messiego, trener na walizkach, przez co drużynę prowadził asystent asystenta trenera sprzed roku.

Messi się zmienił, nie jest już nastolatkiem sprzed dekady z dłuższymi włosami stroniącym od wywiadów. Stał się mężczyzną, zawodnikiem dojrzałym, który przez kilka lat ciągnął wyniki najlepszej drużyny świata. Lata gry na najwyższym poziomie, bez dłuższych przerw, z kolejnymi wywalczonymi tytułami dały mu poczucie pewności, ale eksploatowały organizm do krańców możliwości. W ostatnich latach jego gra troszkę się zmieniła, był bardziej oszczędny w poruszaniu się po boisku, nie stosował już pressingu w każdym momencie, ale do buńczuczności, sportowej arogancji i egoizmu boiskowego było mu jeszcze daleko, wciąż cieszył się jak dziecko z bramek kolegów. Messi oddawał więcej strzałów niż na początku kariery, jednak nie z powodu zachłanności, ale w wyniku zmiany pozycji. Jako nominalna „9" w sposób naturalny miał więcej możliwości strzeleckich niż zawodnik ustawiony na skrzydle. Ustawienie Messiego „na szpicy" powodowało, że miał mniejszą możliwość rozgrywania i dostrzegania kolegów, a jednak jego statystyki asyst i kluczowych podań nie spadły, więc mimo najbardziej egoistycznej pozycji boiskowej on wciąż wykazywał się altruizmem, co całkowicie przeczy postawionej tezie! Można porównywać liczbę oddanych strzałów przez Atomową Pchłę rok po roku, jednak obiektywizm sugerowałby uznanie tutaj zmiennych, które nastąpiły a mianowicie zmianę pozycji boiskowej, indolencję strzelecką partnerów i wzięcie odpowiedzialności (jako prawdziwy lider, a nie dyktator) za wyniki drużyny. Można porównać osiągnięcia Messiego, gdy Messidependencji nie było i wtedy, gdy osiągnęła swój kulminacyjny moment. W sezonie 2007/2008 Messi grał przez 3081 minut, oddawał strzał co 27,3 minuty z 18% skutecznością bramkową, a partycypował w bramkach kolegów co 51 minut, w okresie największej Messidependencji, gdy pobijał wszelkie rekordy strzeleckie (sezon 2011-12), strzelał na bramkę co 16,3 minuty, ale z 21 % skutecznością bramkową i, co istotne, był jeszcze bardziej koleżeński - partycypował w bramkach kolegów co 36,6 minuty. Jego statystyki nie zaburzały rozwoju czy zadań boiskowych innych zawodników - sprawdziłem to na przykładzie Pedro. To jedyny zawodnik, który grał przed Messidependencją, w czasie jej początków i w jej pełnym rozkwicie. Im bardziej rozbuchane ego Messiego miało dominować, tym Pedro oddawał coraz więcej strzałów. Przeczy to całkowicie głównej tezie felietonu „Uniezależnieni". W sezonie 08/09 Pedro oddawał strzał co 54,5 minuty, w 09/10 co 49,6 minuty, 10/11 co 38,2 minuty, by w trakcie kulminacji dominacji podbramkowej Messiego osiągnąć wynik 36,6 minuty. Czyli: im bardziej Messi dominował, tym więcej podawał do kolegów, a np. Pedro coraz częściej oddawał strzały. Oczywiście, że można doszukiwać się jakichś sytuacji: że nie podał lepiej ustawionemu partnerowi, że się zakiwał, jednak ogólna ocena jest wciąż pozytywna. Komu byśmy takich sytuacji nie wyszukali? Jak ktoś chce, niech szuka, niech znajdzie jedno, dwa, pięć spotkań, w których Messi kogoś nie dostrzegł, gdzieś nie przerzucił piłki. Grał na najlepszej skuteczności w lidze, dostrzegał swoich partnerów, obdzielając ich dziesiątkami kluczowych podań (tylko w sezonach 2010-12 partycypował przy 237 bramkach kolegów). Czego chcieć więcej?

Cieszmy się, że wraz z przyjściem Neymara oraz powrotem do formy Pedro i Alexisa Messidependencja nie będzie potrzebna, bo największa gwiazda Barcelony będzie miała wsparcie swoich kolegów, którego w ostatnich latach jej niestety brakowało.

Udostępnij:

Komentarze (279)

Gorące tematy