Następny mecz:  Chelsea  -  Barcelona     ·  Dziś o 20:45  ·  1. mecz 1/8 finału Liga Mistrzów Canal +   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

Okiem Kibica: Jak gra Barcelona Luisa Enrique?

 15 listopada 2014, 18:44

 Redakcja

 159 komentarzy

Dotychczasowa gra Barcelony pod wodzą Luisa Enrique jest dużym rozczarowaniem. Po pierwszych obiecujących spotkaniach i interesujących zmianach taktycznych nadeszły porażki, które odsłoniły jakże liczne słabości zespołu. Gdzie tkwią problemy? Jak im zaradzić?

Po dwóch, a nawet trzech coraz bardziej rozczarowujących latach, w czasie których narastało przekonanie, że Barcelonie coraz trudniej jest rywalizować z najlepszymi zespołami na kontynencie, sezon 2014/2015 miał przynieść może nie powrót do sukcesów ery Pepa Guardioli (co wydaje się niemożliwe), ale poprawę zarówno wyników, jak i stylu gry. Dokonano licznych transferów, kupiono wielką gwiazdę, która z pewnością zapełniała jeden z istotnych braków kadrowych, a także sprowadzono nowego trenera – Luisa Enrique.

Przed młodym, charyzmatycznym szkoleniowcem i wieloletnim zawodnikiem Dumy Katalonii stawiano kilka zadań. Miał nie tylko zmusić zawodników do ciężkiej pracy na treningach (ponoć zbyt lekkiej za kadencji Taty Martino) i zaostrzyć dyscyplinę, ale też przywrócić zespołowi nieprzewidywalność, intensywność w grze (zwłaszcza pressing po stracie piłki, czyli kontrpressing) i konkurencyjność w starciach z najlepszymi. Barceloński styl gry miał pozostać z grubsza ten sam, ale przejść pewną ewolucję, o której mówiło się od czasu ostatniego sezonu Pepa Guardioli.

Pomoc w kryzysie

W kontekście problemów Barcelony pisano głównie o słabości jej defensywy oraz niskiej bramkostrzelności ataku (nie licząc Messiego), najważniejsze dla drużyny zmiany zachodziły w pomocy. Dawniej trio Busquets – Xavi – Iniesta potrafiło zapewnić dominację nad każdym przeciwnikiem, z czasem uległo to jednak zmianie. Grając z Blaugraną, nie trzeba było już stawiać „autobusu” na dwudziestym-dwudziestym piątym metrze: najlepsi w Europie zmniejszyli (jeśli nie zlikwidowali) różnicę w poziomie wyszkolenia technicznego swoich zawodników, nie tracąc przy tym na przewadze atletycznej. Z kolei w stolicy Katalonii zaprzestano ćwiczenia gry pozycyjnej po odejściu Pepa Guardioli, a wyczerpanie fizyczne kluczowych piłkarzy narastało w szybkim tempie.

Barcelońska pomoc stała się nieodporna na średniej wysokości pressing i coraz trudniej było jej znaleźć miejsce między liniami rywali, przenosić grę do swojej strefy ataku. Co więcej, nie była ona również w stanie brać należytego udziału w grze obronnej, zarówno jeśli chodzi o kontrpressing, jak i w chwilach głębokiej, statycznej obrony. Gdy przeciwnik wyprowadzał kontry, jego zawodnicy po prostu mijali Iniestę i Xaviego na pełnej szybkości, jak gdyby dwóch Hiszpanów w ogóle ich tam nie było.

Zarówno Tito Vilanova, jak i Tata Martino zamierzali uczynić grę Barcelony bardziej bezpośrednią i obaj skończyli w ten sam sposób: wycofując ze składu jednego z napastników i wprowadzając czwartego pomocnika (najczęściej poprzez przesunięcie Iniesty na skrzydło). Zamiast szybkiej i bezpośredniej gry obaj poszli w ekstremalną kontrolę nad piłką, której zadaniem było maskowanie braków defensywnych. W konsekwencji niemal cały ciężar destabilizowania obrony przeciwnika i zdobywania goli spadał na Lionela Messiego.

Neymar – Messi – Suárez

W minionym okienku transferowym nie zrobiono zbyt wiele, by zaradzić tym problemom. Kupiono wprawdzie Ivana Rakiticia, nie jest on jednak typowym zawodnikiem organizującym grę, rozgrywającym z głębi pola, regulującym tempo gry, a właśnie taki piłkarz był najbardziej potrzebny. Z kolei atak poważnie wzmocniono drugi rok z rzędu, do pary Neymar – Messi dodając Luisa Suáreza. Po raz pierwszy od dawna Barcelona może cieszyć się „dziewiątką” z prawdziwego zdarzenia, a jednocześnie zawodnikiem bardzo ruchliwym, mogącym atakować ze skrzydła. W tej sytuacji przednia formacja stała się najsilniejszą w zespole i Luis Enrique postanowił oprzeć grę właśnie na niej. Już w pierwszym meczu sezonu ustawienie było tym przygotowywanym z myślą o zawieszonym na razie Urugwajczyku.

Lucho zrezygnował ze skrzydłowych, przesuwając ich wyraźnie do środka i tworząc w ten sposób duet ustawionych w linii napastników – w tej roli Neymar i Suárez (a początkowo Munir, Sandro lub Pedro). Za ich plecami operować miał jako „dziesiątka” Messi, dzięki czemu cała trójka grała blisko siebie i mogła ściśle współpracować: kreować sobie przestrzenie na boisku, próbować szybkich kombinacyjnych wymian i stwarzać podaniami okazje bramkowe. W środku pola powstał w ten sposób automatycznie diament z Busquetsem u podstawy i Messim u szczytu. Ponieważ także napastnicy mieli uczestniczyć w rozegraniu, pomoc otrzymywała tym samym wsparcie od silniejszego ataku.

Diamentowe 4-4-2 ma jedną oczywistą wadę: jest to ustawienie bardzo wąskie, w którym boczni obrońcy muszą zapewnić rozciąganie szeregów przeciwnika i stwarzać zagrożenie ze skrzydła w fazie ataku, a jednocześnie być w stanie odpierać ataki w fazie obrony. Takie też zadania otrzymali Jordi Alba i Dani Alves, którzy najczęściej grali na tych pozycjach. By zabezpieczyć wolne przestrzenie powstające za ich plecami, środkowi pomocnicy na bokach diamentu otrzymali polecenie operowania stosunkowo blisko linii bocznych, by w razie czego szybko zamknąć przeciwnikowi możliwość kontrataku na flankach. W rezultacie wyjściowe ustawienie Barcelony wyglądało zazwyczaj tak:

 

Natomiast średnie pozycje zawodników w pierwszych ligowych spotkaniach prezentowały się następująco (najpierw mecz z Elche, niżej z Villarrealem):

 

 

Ostatnią taktyczną zmianą Luisa Enrique było przywrócenie wysokiego pressingu podejmowanego zaraz po stracie piłki. Messi pracował w tym elemencie zdecydowanie ciężej niż przez ostatnie dwa sezony, w środku pola wiele wnosił pod tym względem Rakitić, a pomagała również wyżej ustawiona linia obrony z szybkim Mathieu i agresywnie jak zawsze grającym Mascherano. Mimo iż w zespole brakowało kluczowego elementu w postaci Suáreza (gdyby nie jego zakup, diamentowe 4-4-2 nie miałoby racji bytu), wyniki pierwszych spotkań były obiecujące.

Zgniły kompromis

Nie wszystko było jednak tak dobrze, jak się mogło wydawać. Pierwszym problemem były skrzydła. Kilka lat temu Dani Alves jak nikt inny potrafił zdominować całą flankę w pojedynkę, dziś jednak jego skuteczność w tym zakresie jest znacznie mniejsza. Również Jordi Alba, choć szybki i lubiący ofensywną grę, nie w pełni odpowiada potrzebnemu profilowi zawodnika, którego zadaniem jest nie tylko obieganie obrońcy przeciwnika i dośrodkowanie spod linii końcowej, ale też wchodzenie w kombinacje z napastnikami, wygrywanie starć 1 na 1 i bardziej urozmaicone kreowanie okazji. To zaniedbanie skrzydeł w czasie letniego okna transferowego miało daleko idące konsekwencje dla możliwości realizacji planów taktycznych Enrique.

Słabość ta powodowała, że przeciwnicy Barcelony w fazie obronnej często ustawiali się bardzo wąsko, bez obaw zostawiając ogromne połacie wolnych przestrzeni szczególnie Alvesowi, starając się zmusić Blaugranę do gry poprzez jej bocznych obrońców. W starciu z Villarrealem aż 41% ataków Katalończyków przeprowadzono prawym skrzydłem (i zaledwie 26% środkiem), a w meczu z PSG aż 40% (31% środkiem). Na osiem najczęstszych kombinacji podań z pierwszego z tych spotkań siedem to wymiany między jednym z bocznych obrońców a środkowymi pomocnikami oraz Piqué. Dani Alves zanotował wówczas 135 kontaktów z piłką, zaś Lionel Messi 90. Na 18 dośrodkowań Brazylijczyka zaledwie jedno doszło do celu. Tylko jedno na 58 podań wykonanych przez niego w strefie ataku stworzyło okazję do oddania strzału. Z PSG było bardzo podobnie zarówno, jeśli chodzi o kombinacje podań, jak i skuteczność gry prawego obrońcy. Choć jedno z jego dośrodkowań okazało się asystą, było to jedyne zagranie Alvesa, po którym Barcelonie udało się oddać strzał.

Problemy te były pogłębiane przez szerokie ustawienie środkowych pomocników, którzy nie byli w stanie ze sobą współpracować. Drużyna była więc podzielona na dwie części, a jedynymi łącznikami między nimi byli Sergio Busquets oraz Lionel Messi, obciążeni wielką odpowiedzialnością zarówno w fazie ataku, jak i przejścia do obrony. Obaj są zawodnikami genialnymi, przeciwko słabszym rywalom wywiązywali się więc ze swoich zadań całkiem nieźle, PSG potrafiło jednak wykorzystać tę słabość szczególnie poprzez pressing na osamotnionym Busquetsie.

Zwłaszcza mecze z PSG i Realem obnażyły też inne słabości Barcelony Enrique, z których wymienić należy przede wszystkim kiepskie krycie indywidualne przy stałych fragmentach gry połączone z brakiem zabezpieczenia dalszego słupka, jak również pressing, w którym brało najczęściej udział jedynie kilku zawodników, przez co lepsi technicznie przeciwnicy łatwo przekazywali piłkę do niekrytego kolegi w innym sektorze boiska, zbyt często bowiem pozostawała przynajmniej jedna otwarta linia podania. Oto przykład:

 

PSG właśnie odzyskało piłkę – ma ją van der Wiel. Prawidłowo doskoczy Neymar, również Pedro i Messi wykonują swoją pracę (Pedro za chwilę odetnie linię podania do Thiago Silvy). Także Busquets robi to, co do niego należy, aczkolwiek nie zdąży doskoczyć na czas do Verattiego (żółty), który przyjmie piłkę i odegra ją w ostatniej chwili. Zwraca uwagę, że aż trzech zawodników francuskiej drużyny pozostaje zupełnie bez krycia (zielony). Co będzie dalej?

 

Veratti podał do niepilnowanego Motty (przy piłce), do którego dopiero teraz biegnie Rakitić – oczywiście nie zdąży. Messi zmuszony jest podjąć skazaną na niepowodzenie próbę przecięcia linii podania do dwóch zawodników jednocześnie. Przesuwa się nieznacznie w kierunku Davida Luiza (niebieski), w związku z czym Motta odda piłkę wolnemu teraz Maxwellowi (żółty). W ten sposób pressingu uda się uniknąć, a brazylijski obrońca zagra za chwilę do Matuidiego (pomarańczowy), który znajdzie się już na granicy pola karnego. Na szczęście na posterunku będzie Mascherano.

Środek pola – problem bez wyjścia?

Na początku sezonu Xavi Hernández występował jedynie jako zmiennik i wydawało się, że na stałe stracił miejsce w podstawowej jedenastce na rzecz Ivana Rakiticia. Z czasem jednak, począwszy od starcia z PSG, Creus zaczął odzyskiwać swoją pozycję w drużynie, co znalazło swoje potwierdzenie, gdy wyszedł w podstawowym składzie na pojedynek z Realem. Miało to, jak się wydaje, dwie blisko ze sobą związane przyczyny. Po pierwsze, mimo swych braków fizycznych Xavi pomagał zachować płynność gry i zapewniał dłuższe okresy posiadania piłki, ułatwiając budowanie akcji nie tylko przez skrzydła, ale również środek pola. Dodatkowo Enrique zdawał się zauważać, że dotychczasowe ustawienie powodowało rozpad zespołu na dwie połówki, przez co środkowi pomocnicy zaczęli ustawiać się bardziej centralnie. Dobrze obrazują to średnie pozycje zawodników z przegranych meczach z Realem i Celtą (niżej):

 

 

Oba te spotkania pokazały, że trudno o idealne rozwiązanie. W starciu z Realem środkowi pomocnicy (Xavi i Iniesta) byli nieodporni na pressing i niezdolni do jego stosowania, nie dawali obronie niemal żadnej ochrony, zbyt wolno też biegali i wymieniali piłkę. Z kolei przeciwko Celcie Rafinha i Rakitić byli niemal niewidoczni (pierwszy z nich miał zaledwie 37 kontaktów z piłką, Claudio Bravo 35), a gra Barcelony była chaotyczna i bardzo wertykalna. Próbując jak najszybciej dostarczyć piłkę do trójki napastników, zespół niemal pomijał formację pomocy, a płynność gry pozostawiała bardzo wiele do życzenia. Gdy drużyna zaczynała budować akcje od obrony, piłka była na ogół zagrywana od razu w okolice pola karnego lub do cofającego się Messiego, a rzadziej Neymara. Oto zaledwie kilka sytuacji z okresu między 45 a 60 minutą meczu z Celtą:

 
Powyższe ustawienie jest nieco przypadkowe, chwilę wcześniej bowiem drużyna odzyskała piłkę straconą przy próbie przeprowadzenia kontrataku. Na czerwono zaznaczono Rakiticia i Rafinhę, z których żaden nie zamierza wrócić bliżej środka pola. Mascherano nie wybierze rozegrania poprzez stojących blisko Busquetsa czy też Alvesa, lecz pośle długą (i niecelną) piłkę do Rakiticia. Po tej stracie padnie bramka dla Celty.

 
Tu widzimy moment tuż po wznowieniu gry po utracie bramki. Mathieu (przy piłce) nie poda Busquetsowi (zaznaczony żółtym kolorem) ani Rafinhii (biegnie tyłem, zabierając ze sobą pomocnika), lecz zwróconemu tyłem do bramki Neymarowi (czerwony), który będzie od razu atakowany przez dwóch przeciwników (pomarańczowy) i straci piłkę.

 
Kolejna sytuacja. Bravo wyłapuje dośrodkowanie, podaje do Busquetsa, ten zaś nie zagra do Rakiticia (biegnie na prawe skrzydło, skąd wkrótce wykona dośrodkowanie), lecz do cofającego się Leo Messiego. Co dalej?

 
Chwilę później piłka znów trafiła do Busquetsa (niebieski). Pozbawiony jakiegokolwiek wsparcia, zmuszony będzie bronić się przed atakiem przeciwnika efektownym zwodem, po czym zagra piłkę do tyłu, do niewidocznego tutaj Mascherano.

 
Również Argentyńczyk nie ma dobrej, bezpiecznej opcji rozegrania, przez co zmuszony jest do wykonania rajdu z piłką, po czym najlepszą opcją podania będzie Suárez (czerwony). Rakitić weźmie udział w akcji dopiero, gdy wykona dośrodkowanie (dostanie piłkę od Urugwajczyka).

 
Po niespełna minucie znowu to samo. Mathieu (przy piłce) nie poda do Rafinhii lub Busquetsa (czerwony), lecz do zwróconego tyłem do bramki (!) i mającego obrońcę na plecach (!) Neymara (żółty), który straci piłkę. Warto również zwrócić uwagę na pozycję Messiego (pomarańczowy) i Rakiticia (niebieski) – czy nie powinno być odwrotnie?

Przykłady podobnych sytuacji można by wymieniać niemal bez końca. W trakcie wszystkich spotkań mogliśmy obserwować, że gra pozycyjna Barcelony nie tylko nie uległa poprawie w stosunku do poprzedniego sezonu, ale wręcz się pogorszyła. Coraz rzadziej oglądaliśmy szybkie wymiany futbolówki w trójkątach, zawodnicy bez piłki otwierali coraz mniej nowych linii podań, coraz częściej drużyna pozbawiona była struktury. A przecież nierównomierne rozmieszczenie na boisku utrudnia pressing i powoduje, że przeciwnik łatwo kontruje dzięki dużym połaciom wolnych przestrzeni, których nie jest w stanie zapełnić osamotniony Busquets. Na grafikach ze średnimi pozycjami piłkarzy widać, że barcelońska piątka jest albo blisko środkowych obrońców i daleko od pozostałych pomocników, albo też blisko pomocników i daleko od obrońców. I tak też bardzo często było w czasie rzeczywistych meczów. Kwestia gry Sergio zasługuje zresztą na odrębny artykuł.

Wielokrotnie mogliśmy też obserwować, jak Barcelona traci kontrolę nad piłką i w konsekwencji nad przebiegiem spotkania, szczególnie po zejściu wspierających rozegranie Messiego lub Neymara i pod nieobecność Xaviego. Brak innego niż Creus zawodnika mogącego organizować grę powoduje, że Luis Enrique staje przed wyborem bez dobrego rozwiązania. Może stawiać na Xaviego i Iniestę, co oznacza problemy defensywne i dość wolną, mało wertykalną grę, lub wybierać raczej Rakiticia i Rafinhę, co wiąże się z niedostateczną płynnością ataków i kontrolą nad piłką. Niełatwo jednak stwierdzić, w jakim stopniu zobrazowane wcześniej na ilustracjach zachowanie środkowych pomocników jest winą zawodników, w jakim zaś założeń taktycznych.

Co z tą wertykalnością?

Jak już wspomniano, Luis Enrique jest trzecim trenerem po Tito Vilanovie i Tacie Martino, który podejmuje próbę uczynienia z Barcelony drużyny mniej przewidywalnej. Środkiem do tego celu ma być gra bardziej bezpośrednia, wertykalna. Niestety, wiele powodów, dla których to się dotąd nie udało, pozostaje wciąż aktualnych.

Styl oparty na szybkich przejściach z obrony do ataku stawia przed drużyną liczne wymagania. Gra toczy się w wyższym tempie, co jest oczywiście wyczerpujące fizycznie, podobnie jak kontrpressing, który zabezpiecza przed kontrami i stwarza okazje do ataku, gdy przeciwnik jest zdezorganizowany. Wertykalność oznacza też często krótsze okresy posiadania piłki, a więc częstsze narażenie na uderzenia przeciwnika i więcej minut spędzonych na głębszej, statycznej obronie (szczególnie gdy kontrpressing nie działa). Defensywa musi zatem być w stanie odpierać napór rywala, a także przerywać jego akcje odbiorami, by piłka nie opuszczała boiska i możliwy był kontratak.

Barcelonie brakuje jednak zawodników, którzy mogliby zapewnić niezbędną stabilność w obronie. Niewysocy i ofensywni boczni obrońcy, szukający wciąż formy Piqué, niedoświadczony Bartra, kontuzjowany Vermaelen, który poprzedni sezon spędził głównie na ławce i trybunach, szybki, ale podatny na błędy przy wybiciach i wyprowadzaniu piłki Mathieu, wreszcie za niski na stopera Mascherano. Ten ostatni pozostaje mimo to najlepszym w tym sezonie środkowym obrońcą drużyny, a przydałby się w co najmniej równym stopniu w pomocy. Jeśli dodamy do tego niedoskonały pressing i mnóstwo wolnych przestrzeni zostawianych przez pomocników w środku pola, nie można się dziwić porażkom z PSG, Realem i Celtą czy licznym okazjom do strzelenia bramki stworzonym sobie np. przez Villarreal.

Wertykalność nie oznacza zresztą, że można sobie pozwolić na tak dalece idące pomijanie linii pomocy jak w meczu z Celtą, a bezpośredniej gry nie należy mylić z chaotyczną wymianą ciosów. Barcelona Luisa Enrique często jest zdezorientowana, niecierpliwa, pozbawiona kompaktowości, bazująca jedynie na indywidualnych umiejętnościach swoich piłkarzy.

Podsumujmy tę część rozważań:

  • Kiepski kontrpressing i słabość zespołu w statycznej obronie czyni wertykalną grę zbyt ryzykowną.
  • Fatalne ustawianie się zawodników środka pola i pomijanie pomocy sprawia, że cały ciężar gry ofensywnej spada na trójkę napastników.
  • Z kolei większe skupienie na kontroli nad piłką czyni atak zbyt wolnym i przewidywalnym, a kompaktowość uzyskiwana jest poprzez rezygnację z wysokiego pressingu.
  • W tym drugim wariancie obecność Xaviego i Iniesty powoduje dodatkowe kłopoty w fazie obronnej.

Możliwe rozwiązania

Przede wszystkim podkreślić trzeba, że ani nowe ustawienie, ani przypisanie zawodnikom innych ról i zadań, ani też większe lub mniejsze zmiany personalne, nie pozwolą na lepszą grę bez poprawy rzeczy bardziej fundamentalnych. By pressing był skuteczny, drużyna musi nauczyć się stosować go jako całość w jednym momencie, w sposób zorganizowany. By możliwe było wykorzystanie potencjału linii ataku, niezbędna jest poprawa gry pozycyjnej w pomocy. Wydaje się jednak, że można wskazać pożądany kierunek rozwoju taktycznego, przy czym każdy z możliwych wariantów ma swoje wady ze względu na braki kadrowe.

Swoje propozycje opieram na trzech podstawowych założeniach:

  • Xavi i Iniesta mogą być już tylko ważnymi rezerwowymi.
  • Konieczne jest przejście na ustawienie z trójką obrońców.
  • Sergio Busquets musi być wykorzystany jako środkowy pomocnik w towarzystwie innego pivota.


Wszystko to powinno pozwolić zarówno na poprawę stabilności w obronie, jak i lepszą kontrolę środka pola oraz zapewnienie rozciągania szeregów przeciwnika bez nadmiernego ograniczania potencjału napastników związanego z ich powrotem na skrzydło. Pierwszy z możliwych wariantów wygląda zatem następująco:

 

Jest to ustawienie, jakiego używał niejednokrotnie w swoim ostatnim sezonie w Barcelonie Pep Guardiola i które przyniosło zwycięstwo w bodaj najlepszym meczu Blaugrany po odejściu trenera z Santpedor, tj. w rewanżowy starciu z Milanem na Camp Nou zakończonym zwycięstwem 4-0. Skrzydłowi dają drużynie szerokość, podczas gdy umieszczenie napastnika przed Messim zapewnia temu ostatniemu wolną przestrzeń i nie pozwala zamknąć go w klatce między środkowymi obrońcami i defensywnymi pomocnikami przeciwnika. Z kolei przeniesienie Busquetsa na pozycję środkowego pomocnika pozwala mu być organizatorem gry ciężko pracującym również po utracie piłki.

Problemy są tutaj dwa. Po pierwsze, kontuzja Vermaelena sprawia, iż brakuje nieco środkowych obrońców, stąd uzasadnione mogłoby być zatrzymanie Mascherano (w tej chwili i tak najlepszego stopera) w obronie i wystawienie na pozycji pivota młodego Sampera. Stałoby się to z pewną stratą dla defensywnej stabilności pomocy, ale wzmocniłoby jeszcze rozegranie i ułatwiło kontrolę piłki. Po drugie, przeniesienie Neymara bliżej linii bocznej ograniczyłoby jego potencjał, jednak z dwójki skrzydłowych powinien on być tym jak częściej schodzącym do środka. Brazylijczyk musiałby zatem poświęcić się nieco dla drużyny, wciąż jednak mógłby zdobywać wiele bramek, tak jak chociażby David Villa w swym najlepszym sezonie w Barcelonie.

Jest też inna możliwość:

 

W tym wariancie, zbliżonym do formacji stosowanej w tym sezonie przez Pepa Guardiolę w Bayernie, zachowane są zalety wąskiej gry Neymara i Suáreza bez utraty szerokości gry. Otrzymujemy również funkcjonalną pomoc, która nie musi grać tak szeroko jak dotychczas za kadencji Luisa Enrique. Jednak i to ustawienie ma swoje wady: jeden pomocnik mniej oznaczałby, że Messi musiałby zapewne grać nieco dalej od bramki. Kontrola nad piłką mogłaby nieco ucierpieć, ale celem jest przecież gra bardziej bezpośrednia niż w ostatnich sezonach. Wątpliwości budzi też obsada lewego skrzydła, a także konieczność posadzenia na ławce lub trybunach nawet całej trójki spośród naszych ofensywnych pomocników w osobach Rakiticia, Rafinhii i Iniesty, nie mówiąc o Sergim Roberto.

Ustawienie to można dalej zmieniać. Jeśli uznać, że rolę lewego skrzydłowego mógłby pełnić Neymar, wówczas jego miejsce w ataku zająłby Messi (choć raczej zamieniliby się stronami z Suárezem), a na zwolnioną przez niego pozycję wszedłby Rakitić czy też Rafinha. W takim wypadku największe wątpliwości budzi oczywiście gra Neymara na nowej pozycji i całość wydaje się mieć więcej wad niż zalet.

Ostatnim rozwiązaniem byłoby ustawienie asymetryczne, będące połączeniem poprzednich dwóch:

 

Niestety, w tym ustawieniu lewe skrzydło zbyt często pozostawałoby prawdopodobnie puste, co mogłoby się negatywnie odbijać nie tylko na ataku, ale przede wszystkim na skuteczności pressingu. Wymagałoby to również bardzo dobrego zrozumienia między Neymarem a lewym środkowym pomocnikiem.

***

Jak widać, przed Luisem Enrique wiele pracy. Poza poprawą gry pozycyjnej, która może się dokonać jedynie dzięki cierpliwej pracy na treningach, ważne są również zmiany taktyczne. Pod tym względem w dwóch ostatnich meczach przed przerwą reprezentacyjną (z Ajaxem i Almeríą) widać było pewne poszukiwania. Lucho próbował „zjeść ciastko i mieć ciastko”: w obu spotkaniach napastnicy zaczęli mecz bardzo szeroko, ale Messi wciąż grał bardzo głęboko, głównie rozgrywając, przez co widzieliśmy na boisku ustawienie niemalże bez napastnika. Z kolei w drugiej połowie Suárez przenosił się do środka, Messi zaś bardziej na prawą stronę. Zarówno w Amsterdamie, jak i Almeríi, zespół kończył też w ustawieniu z trójką obrońców. Być może poszukiwania te zaprowadzą w końcu Barcelonę i jej trenera na właściwą drogę. W innym wypadku sezon może zakończyć się najgorzej od wielu lat.

ROMAN SIDORSKI (śledź autora na Twitterze - tutaj)

Udostępnij:

Komentarze (159)

Gorące tematy