Następny mecz:  Chelsea  -  Barcelona     ·  Dziś o 20:45  ·  1. mecz 1/8 finału Liga Mistrzów Canal +   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

 22 grudnia 2017, 17:00

 20 komentarzy

Okiem Kibica: Galaktyczne Wojny

Przed nami ostatni z tekstów, nagrodzonych w ramach Akcji El Clásico. Zapraszamy do lektury artykułu autorstwa Użytkowników DawidCule oraz Ledsbourne. 


Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce, gdzie nie słyszano o takich wynalazkach jak VAR czy goal-line technology, trwała odwieczna wojna pomiędzy dwiema stronami konfliktu. Przez lata nazywano je różnie: Stara Republika, Imperium, Nowa Republika, Jedi, Sithowie, Barcelona, Real Madryt... Ich spór był tak znany w całej galaktyce, że od wieków określano go mianem Klasyku. Po pamiętnych Wojnach Klonów i upadku Imperatora Mourinho ich miejsce zajęły dwie frakcje – Najwyższy Porządek i Ruch Oporu.

Przebudzenie mocy

Najwyższy Lider Florentino siedział w sali tronowej, patrząc z zachwytem na pięć błyszczących pucharów. Pięć wspaniałych wiktorii, które odniósł Nowy Porządek. Cieszyły go one tym bardziej, że udało mu się dzięki nim odwrócić status quo panujący w galaktyce. Republika przestała istnieć, a Ruch Oporu, który nazywał pogardliwie niedobitkami Republiki, w ostatnim czasie był w stanie wygrać małe (choć bolesne) i nieistotne z punktu widzenia najnowszej historii bitwy. Najwyższy Lider był potężny mocą, dzięki czemu mógł bezbłędnie wyczuwać nastroje panujące w Ruchu Oporu oraz manipulować umysłami rasy Arbiterranów. Mogli oni w decydującym momencie wpływać na wyniki batalii i choć teoretycznie pozostawali neutralni, dało się nimi sterować. W ostatnim czasie wyczuł on jednak coś, czym musiał się podzielić ze swoim uczniem...

– Nastąpiło przebudzenie, wyczułeś je? – zapytał Cristiano, mistrza zakonu Ren i swojego wiernego padawana.

– E tam, przebudzenie. Wygrałem kolejną Międzygalaktyczną Złotą Piłkę w plebiscycie Gunganów. Ruch Oporu słabnie, nie są w stanie w żaden sposób zagrozić naszej dominacji w galaktyce. Szczególnie po naszym wspaniałym zwycięstwie na pustynnej planecie Abu Zabi z rasami Gremian i Jaziran, sprzymierzonymi z Ruchem Oporu.

– Mimo to nasi wrogowie byli w stanie pokonać Jabbę the Szejka, gdy ten nasłał na nich Łowców Głów! Dokonali niemożliwego. Chociaż świetnie rokujący padawan Ney wybrał ostatecznie ciemną stronę Mocy, Ruch Oporu wydaje się być wspomagany przez jakąś potęgę z zewnątrz. Ostatnie zwycięstwa uśpiły twoją czujność, mój uczniu. Jeżeli dołączy do nich Skywalker, w Ruch Oporu wstąpi nowa nadzieja. Musimy ich zdusić zanim go odnajdą.

– Tak jest, mój mistrzu. Odnaleźliśmy kryjówkę rebeliantów, a generał Zidane postawił w gotowości wszystkie jednostki bojowe. Skywalker? Ostatniego Jedi zostaw mnie.

Ostatni Jedi

Generał Valverde z zadumą patrzył przed siebie. Dzięki jego wysiłkom Ruch Oporu zdołał skutecznie ukryć się przed niszczycielami Najwyższego Porządku. Powoli odbudowywał armię rebeliantów, ale wiedział, że żadna próba odwrócenia ról w galaktyce nie powiedzie się bez Leo Skywalkera. Czas działał na niekorzyść rebelii, a mroczne widmo Najwyższego Porządku krążyło nad ich głowami. Wkrótce Cristiano odkrył schronienie Ruchu Oporu i razem z Generałem Zidanem byli gotowi uderzyć. Radary rebelii wykryły obecność nieznanych statków, które otoczyły ich bazę. Znaleźli się w potrzasku.

Najwyższy Porządek tu jest, otoczyli nas! To pułapka! – krzyknął Admirał Arda.

Statki Najwyższego Początku przygotowywały się do ataku, a Ruch Oporu pod dowodzeniem Generała Valverde, szykował do obrony twierdzy. Miał w zanadrzu kilka pomysłów jak zatrzymać Nowy Porządek i chociaż wiedział, że wróg ma przewagę, postanowił postawić wszystko na jedną kartę.

Rebelianci! Jesteście ostatnią iskrą, która może dać nadzieję Republice! – krzyknął.

W ferworze i hałasie nikt nie zauważył, że po słowie „nadzieja” uśpiony od dłuższego czasu droid P1-Q3 włączył się ze stanu hibernacji...

Najwyższy Porządek przystąpił do szarży. Ataki środkiem koordynował dowódca stormtrooperów, kapitan Luka. Bezbłędnie znajdował przestrzeń i uderzał w statki wroga. Generał Zidane klaskał w dłonie z satysfakcją. Po pierwszej salwie czerwonymi ramosami, prymitywnymi pociskami o dużej sile rażenia, lecz słabej celności, wezwał robota kroczącego GARETH-GARETH, który miał zaatakować skrzydłami. GARETH-GARETH po kilku krokach znalazł się pod ostrzałem. Padł i roztrzaskał się na kawałki. Generał Zidane nadal klaskał, dla podtrzymania na duchu swoich oddziałów.

Łotr 18, melduję wykonanie zadania! – krzyknął pilot Jordi, kapitan oddziału na lewej flance. Gdy wypowiedział to zdanie, jego twarz mimowolnie wykrzywił grymas, spowodowany tym, jak głupio brzmi nazwa jego jednostki.

Małe zwycięstwo na polu bitwy sprawiło, że Ruch Oporu zaatakował z jeszcze większą zawziętością. Niestety, dzięki brawurowej akcji pilota Luki, przez defensywę Ruchu Oporu przedarł się jeden, samotny szturmowiec...

KB-9 przebił się i zmierzał ku najbardziej wrażliwemu punktowi obrony rebelii. Wiedział, że jest sam. Wiedział, że nikt go nie dogoni. Od zwycięstwa dzielił go tylko jeden celny strzał w niewielki prostokąt. KB-9 posłał całą serię w cel i... nie trafił. Nieskuteczność szturmowca doprowadziła Cristiano do szału. Mroczny lord z frustracją machał rękami i z zażenowaniem przyglądał się Generałowi, który znowu klaskał, tym razem już zupełnie nie wiadomo dlaczego. Cristiano wiedział, że to on musi zakończyć tę bitwę.

Nowa Nadzieja

Najwyższy Porządek zdobywał przewagę. Nagle, blaster szturmowca KB-9 rozpadł się na dwie części. Z mroku powoli wyszła okryta kapturem brodata postać. Cristiano nie mógł uwierzyć. To sam Leo Skywalker przybył z odsieczą...

Sfrustrowany mroczny lord siedział okrakiem na ziemi, rozkładał ręce i z rozczarowaniem rozglądał się po swoich towarzyszach. Ponieważ taktyka ta nie odniosła skutku posłał do boju oddział Marcelianów – kudłatych stworów, słynących ze swojej brutalności oraz odporne na wszelkie upomnienia i gwizdki droidy Casemiro. Z tymi pierwszymi uporał się Sergi Roberto, młody padawan Leo Skywalkera, który – jak przystało na nową gwiazdę, szykowaną głównie pod żeńską część publiki – zachował przy tym nienaganną, łobuzerską fryzurę. Casemiry padły natomiast ofiarą Leo, zręcznie unikającego ich śmiercionośnych odnóży i rozpłatającego ich pancerze na drobne kawałeczki.

Wreszcie do walki musiał wkroczyć sam Cristiano. Wiedział, że umiejętnościami ustępuje Leo Skywalkerowi, wierzył jednak, że nazbierane Międzygalaktyczne Złote Piłki sprawiają, iż jest najwspanialszym użytkownikiem Mocy w historii. „W dodatku jestem o kilkanaście centymetrów od niego wyższy i lepiej zbudowany!” – pomyślał. Biały miecz świetlny rozbłysnął na polu bitwy. W tym samym momencie Leo włączył swój, bordowo-granatowy. Nadszedł czas na ostateczne starcie...

Autorzy: DawidCule oraz Ledsbourne

Udostępnij:

Komentarze (20)

Gorące tematy