Następny mecz:  Betis  -  Barcelona     ·  Niedziela, 21 stycznia 20:45  ·  20. kolejka La Liga Eleven Sports 1   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

Rakitić: Wolałbym, żeby Neymar był z nami

 13 stycznia 2018, 16:00

 Dariusz Maruszczak

Źródło: Marca

 44 komentarze

  • Dziennik Marca opublikował wywiad z Ivanem Rakiticiem
  • Chorwat wyznał, że wolałby, aby Neymar wciąż był w Barcelonie
  • Pomocnik opowiedział m.in. o swojej roli w zespole i funkcjonowaniu drużyny Valverde

Marca: Jesteście liderem LaLigi z dziewięcioma punktami przewagi nad drugim miejscem, awansowaliście do 1/8 finału Ligi Mistrzów i ćwierćfinału Pucharu Króla… Zapowiada się dobry rok, prawda?

Rakitić: Dopiero się zaczął. Rozegraliśmy niewiele meczów i tak jak lubię to określać: cyrk zaczyna się od nowa. Nie mamy czasu na radość czy relaks. W Barcelonie wszystko jest bardzo skomplikowane, ale mamy się dobrze. Lada moment zacznie się najważniejsza część sezonu i musimy być na naszym najwyższym poziomie.

Od letniego pesymizmu przeszliście w obecny optymizm. Czy przypomina wam to sezon z trypletem pod wodzą Luisa Enrique?

Cóż, to normalne, że było trochę więcej hałasu, ponieważ nie każdego roku sprzedaje się zawodnika za ponad 200 milionów, jednego z trzech najlepszych na świecie. Takie rzeczy mogą się zdarzyć, ale myślę, że od tamtego czasu radziliśmy sobie wystarczająco dobrze. Nikt nie lubi przegrywać, tak jak my z Realem w Superpucharze, ale jeśli to musiało się wydarzyć, to lepiej, że właśnie wtedy. Nie możemy jednak myśleć dalej niż o następnym meczu.

Wydaje się oczywiste, że istnieje życie po Neymarze.

Nie zamierzam cię okłamywać. Wolałbym, żeby Ney był tutaj z nami. Poza tym, że jest świetnym piłkarzem, jest też przyjacielem i darzę go wielką sympatią. Musimy jednak iść dalej. Barça to nie jeden, dwóch czy pięciu zawodników. To największy klub na świecie i musimy dalej funkcjonować. Wydaje mi się, że lepiej byłoby móc liczyć na Neymara, ale skoro go nie ma, jednoczymy siły i formacje, żebyśmy mogli być jeszcze lepsi.

Porozmawiajmy o formacjach grających bliżej siebie na prośbę Valverde. Jakie różnice taktyczne zauważyłeś w odniesieniu do poprzedniego roku?

Nie chodzi tylko o ostatni sezon. Jeśli ma się piłkarza bazującego w mniejszym lub większym stopniu na indywidualnej grze, zmienia to drużynę. Na boisku przebywa jedenastu zawodników, ale jeśli z przodu jest trzech wspaniałych piłkarzy, to gra się w określony sposób. Gdy brakuje jednego z nich, sytuacja się zmienia. Ważne, że szybko to zrozumieliśmy. Pomysł trenera jest bardzo klarowny. Chce, żebyśmy grali blisko siebie, z wysoko ustawionymi formacjami, które zawsze wspólnie naciskają rywali w pressingu.

Barcelona jest teraz bardziej defensywna, czy po prostu lepiej broni?

Zdefiniuj to jak chcesz. Najważniejsze, że czujemy się bardzo silni. W starciu z nami bardzo trudno jest stworzyć sobie szansę na gola. Nie sądzę, że jesteśmy bardziej defensywni, ponieważ nie strzelamy mniej goli niż w poprzednich sezonach, nie tworzymy mniej okazji. Być może ruch całego zespołu odbywa się w inny sposób, ale reszta jest taka sama: naciskać wysoko, utrzymywać się w posiadaniu piłki, utrzymywać rytm gry i dominować.

Trener prosi cię o większą pracę w defensywie. Czy zauważyłeś zmianę swojej roli?

Oczywiście, że teraz jest inaczej. To nie przypadek, że w tym momencie mam tylko dwa gole, a w poprzednich latach miałem trzy lub cztery trafienia. Oczywiście, że nastąpiła zmiana roli. W zależności od tego, czy Leo jest ustawiany na prawej stronie, czy w środku, moja rola się zmienia. Poruszanie się po boisku jest inne i muszę być bliżej defensywnego pomocnika. Najważniejsze jest to, że moi koledzy ufają mi, a sztab trenerski wie, co mogę dać zespołowi i że jestem gotowy walczyć w każdym momencie.

To oczywiste, że Valverde ci ufa. Podobnie jak Messi i ter Stegen zagrałeś we wszystkich meczach LaLigi.

Chcę grać zawsze. Staram się to robić w najlepszy możliwy sposób, aby mieć pewność siebie. Chcę dalej robić to, co do mnie należy i jeśli dobrze mi idzie, to świetnie.

Czujesz się ważniejszy niż w poprzednich latach?

Nie wiem, jak wyjaśnić to, co działo się w poprzednim sezonie. Byłem piłkarzem, który rozegrał najwięcej meczów pod wodzą Luisa Enrique. W ostatnim sezonie jego pracy było trochę dziwne uczucie, że raz byłem w podstawowym składzie, a raz nie. Nie wiedziałem dlaczego. Nigdy się nie zmieniłem. Po trzech sezonach być zawodnikiem z największą liczbą meczów… nie szło mi najgorzej.

Rozważałeś opuszczenie Barçy w tym czasie?

Jeśli pewnego dnia zostanę trenerem, nie będę chciał wyjaśniać wszystkiego. Nie jestem piłkarzem, który co chwila pyta trenera czy klub, jak się sprawy mają. Jednak nie było też tak, że to rozumiałem. Powiedziałem to otwarcie, ponieważ tak było i pozostało mi tylko ciężko pracować, a na koniec sezonu znów grałem. Nic się nie zmieniłem. Jestem taki sam, wykonuję tę samą pracę.

Kilka razy w tym sezonie widzieliśmy cię w roli Busquetsa. Widzisz swoją przyszłość na tej pozycji?

Zobaczymy. Mając tam Busiego, który jest najlepszy na świecie na tej pozycji… Najważniejsze jest pomagać sobie nawzajem. Jeśli Busi nie może grać, na jego pozycji może wystąpić ktoś inny, co sprawia że jesteśmy silni i mamy dobrze zabezpieczone pozycje. Teraz w reprezentacji również dość często gram na pozycji defensywnego pomocnika.

Obaj gracie blisko siebie.

Dlatego mówię. Gramy znacznie bliżej siebie, co pomaga całemu zespołowi. Nie jest przypadkiem, że nasi rywale mają trudności ze stworzeniem sobie okazji bramkowych.

Czy jest problem z nadmiarem pomocników?

Trzeba o to zapytać trenera, to nie jest mój problem. Każdy dobry piłkarz jest tu mile widziany. Na boisku może przebywać tylko jedenastu zawodników i trzech może wejść z ławki rezerwowych. To właśnie zadanie trenera, ale ważne jest, żebyśmy mieli wspólny cel, czyli wygrywanie każdego meczu.

W każdym zawodzie na świecie jest tak, że jeśli ktoś przychodzi wykonywać tę samą pracę co ty, możesz mieć problemy.

Chciałbym występować na tej samej pozycji co Coutinho, wówczas grałbym znacznie wyżej (śmiech). Myślę, że rola Coutinho jest zupełnie inna. On jest znacznie bardziej ofensywny i może występować na skrzydle. Najważniejsze jest, żebyśmy się wzajemnie uzupełniali.

Z Barcelony odchodzi Mascherano, jeden z kapitanów zespołu. Kto go zastąpi w tej roli?

Nie rozmawialiśmy jeszcze o tym. Moim zdaniem dość jasne jest, że będzie to Piqué, który jest tu od tysiąca lat i nie wiem, czy jest drugi taki zawodnik, który przywdziewa barwy klubowe dłużej od niego. Jeśli drużyna tak zadecyduje, oczywiście również zawsze będę do tego przygotowany. Uwielbiam to, miałem ten zaszczyt być pierwszym kapitanem Sevilli, jestem drugim kapitanem w reprezentacji. Byłby to wielki honor.

Co się dzieje z Realem Madryt?

Takie okresy mogą się przydarzyć. Gdyby można było wygrywać zawsze, to byłoby nudne.

Czy trudno jest utrzymać poziom, gdy dotyka się szczytu?

Nie sądzę, żeby był jakiś szczyt, zawsze chce się iść po więcej. Nawet kiedy wygrywa się wszystko, ludzie wciąż chcą więcej i przygotowują się do tego oraz poprawiają wszystkie szczegóły.

Wykluczyłbyś szanse Realu w LaLidze?

Ani ich, ani nikogo innego. Nie powinniśmy myśleć o punktach, ponieważ zabiera to siły, a powinniśmy je zostawić na boisku.

Czy przez możliwość odpuszczenia LaLigi mogą być bardziej niebezpieczni w Lidze Mistrzów?

I tak, i nie, zobaczymy. Myślę, że wszyscy, którzy grają w tych rozgrywkach, mają ten sam cel. Nikt nie zadowala się samym przebywaniem tam, każdy chce wygrać.

Jak Chorwat urodzony w Szwajcarii i mieszkający wcześniej w Andaluzji odbiera klimat polityczny w Katalonii?

(śmiech) W żaden sposób. Nie obserwuję tego nawet w telewizji. Oglądam kreskówki z dziewczynkami, robię to, żeby korzystać ze wspólnych chwil z nimi, ponieważ, prawdę mówiąc, żyje im się tutaj bardzo dobrze. Lepiej, żebyśmy zostawili ten temat, są ludzie, którzy się tym zajmują. Chcę tylko, żeby wszystko przebiegało spokojnie.

Zastanawiałeś się już, co byś zrobił w przypadku ogłoszenia niepodległości Katalonii?

Nie wiem. Przybyłem tutaj, żeby grać w piłkę nożną, cieszyć się LaLigą i pięknymi stadionami, jakie są w Hiszpanii. Chcę nadal tworzyć historię z Barçą, zdobywać wszystkie trofea. Co do reszty, chcę, żeby wszystko się uspokoiło najszybciej, jak to możliwe.

Widzisz siebie w przyszłości w roli trenera?

Czasem tak, czasem nie. Chcę na wszelki wypadek wyrobić licencję. Trudno będzie robić coś, co nie ma nic wspólnego z piłką nożną.

Co Chorwacja może osiągnąć w mistrzostwach świata?

Mam nadzieję, że dużo. Myślę, że trafiliśmy do najsilniejszej grupy. Chorwacja nigdy nie miała tak wielu piłkarzy w tak znaczących drużynach europejskich, w dodatku grających i wyznaczających rytm w swoich zespołach. Jeśli awansujemy z grupy, uważam, że wszystko jest możliwe.

Rozmawiałeś na ten temat z Leo?

Ufff (śmiech). To skomplikowane, nie sądzę, żeby się denerwował, gdybym powiedział mu „uważaj na Chorwację”. To mistrzostwa świata, piłkarze chcą się mierzyć z najlepszymi. A jeśli gra się przeciwko najlepszemu piłkarzowi w historii, to jeszcze lepiej. Po to jest mundial.

Jak oceniasz Hiszpanię, po katastrofie w mistrzostwach w Brazylii?

Moim zdaniem jest to w tej chwili numer jeden, zdecydowanie.

Udostępnij:

Komentarze (44)

Gorące tematy