Następny mecz:  Sevilla  -  Barcelona     ·  Sobota, 21 kwietnia 21:30  ·  Finał Puchar Króla Canal + Sport 2   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

 14 stycznia 2018, 12:02

 ¡Olé! Magazyn

 3 komentarze

La Otra Liga: Pierwsze prawo Sacristána

Cykl La Otra Liga współtworzymy we współpracy z portalem ¡Olé! Magazyn, na którym znajdziecie jeszcze więcej tekstów dla fanów La Liga.


W listopadzie 2017 roku Eusebio rozpoczął trzeci rok swoich rządów na Estadio Anoeta – tak długo Realu Sociedad nie prowadził w XXI wieku żaden trener. Lista jego osiągnięć niewątpliwie jest imponująca w porównaniu do poprzedników, ale wąska lista metod, którymi się posłużył uwypukliła się dopiero teraz, kiedy wyniki są bardzo słabe. Eusebio ‘no hay plan B’ Sacristán.

Pierwsze, i jak dotąd jedyne, opracowane przez byłego piłkarza Barcelony prawo brzmi mniej więcej tak: „Z własnej woli niczego nie zmienię”. I tak oto część sezonu 2015/16 była poświęcona selekcji i pozbyciu się elementów niepasujących do wdrażanego systemu 4-3-3. Kolejne rozgrywki były, bez ironii, triumfem myśli szkoleniowej, w której wąska kadra grała przyjemną dla oka piłkę opartą na ataku pozycyjnym i szybkiej, kombinacyjnej grze. Z problemami, w dramatycznych okolicznościach, ale udało się w ostatniej chwili przywrócić La Realowi miejsce w pucharach.

W połowie sezonu 2017/18 zespół z Anoeta jest w założeniu identyczny, ale jednak o wiele bardziej męczący dla oka. Liczba strzelonych goli po 18 kolejkach jest podobna, drużyna Sacristána nie ma większych problemów z umieszczaniem piłki w siatce. Jednak im dalej w las, tym gorzej. Balans drużyny, przewidywalność i fatalna, ale doprawdy fatalna dyspozycja Gerónimo Rulliego odebrała już zespołowi kilka punktów – żeby nie szukać daleko warto zobaczyć, jak Argentyński bramkarz nabroił w ostatnim spotkaniu z Leganés. Toño Ramírez czeka na szansę, żeby zastąpić kolegę z drużyny, ale trener uparcie woli wystawiać byłego zawodnika Estudiantes licząc na to, że tym razem już na pewno wróci na poziom, jakiego po nim spodziewają się koledzy i kibice. Rezerwowemu bramkarzowi pozostaje rola czekającego, w której być może jest nawet światowym liderem, bo ma na karku 31 lat i od dziecka czeka na debiut w Realu Sociedad na poziomie LaLiga. Obsada bramki zatem nie podlega dyskusji.

Do rangi zadania niewykonalnego urosło w San Sebastián zastąpienie Yuriego Berchiche. Odkurzony został Alberto De la Bella, z rezerw wyciągnięto Kévina Rodriguesa. Starszy Alberto miał nauczać, młodszy Kevin podpatrywać, więc w rzeczywistości zaimplementowano w pierwszym zespole tryb mentora i ucznia znany z Football Managera. W praniu jednak wyszło, że Kevin z grą w obronie wspólnego ma na razie niewiele, jako były skrzydłowy chętnie podłącza się do gry w ataku. Nagle okazało się, że Eusebio wynalazł bardzo okrojoną wersję Álvaro Odriozoli po przeciwnej stronie boiska, na czym cierpią całe tyły zespołu, bo trzeba asekurować za wszelką cenę, ale jeżeli nie ma takiej potrzeby, to tylko dlatego, że gra jest już wznawiana od środka. W tym wypadku należy jednak podkreślić, że trener zaczął szukać alternatywnych rozwiązań: na lewą obronę wskoczył Iñigo Martínez, a na treningach grę na tej pozycji ćwiczy Jon Guridi.

Zmiany. Jeśli Real Sociedad wychodzi w optymalnym ustawieniu, to pewnym jest, że w pewnym momencie zostanie użyty etatowy dżoker w postaci Sergio Canalesa. Piłkarz, który nie licząc paru asyst nabitych na słabych drużynach w Lidze Europy, nie ma właściwie żadnego wpływu na zespół. Zdarzają się momenty przebłysku, ale obecnie należy się poważnie zastanowić, czy jest to piłkarz na drużynę, której ambicje sięgają walki o czołową szóstkę ligi. W dobie częstych urazów Adnana Januzaja, odejścia Carlosa Veli ten zawodnik zaczyna pukać do pierwszego składu. Sacristán na tę chwilę transferów robić nie zamierza. Nie jest też powiedziane, czy będzie dane mu jeszcze jakiś przeprowadzić.

Lokalni dziennikarze spekulują już, że na wyciągnięcie zespołu z naprawdę poważnego dołka – trzy zwycięstwa w ostatnich piętnastu spotkaniach – dostał dwa mecze. Na jego posadę przymierzany jest Javi Gracia, więc w spotkaniach z Barceloną i Celtą będzie można sprawdzić, czy Eusebio pod dużą presją jest w stanie czymś jeszcze zaskoczyć. Przede wszystkim taktycznie. Ostatni większy manewr taktyczny miał miejsce w kwietniu 2016 roku, gdzie wyszedł zwycięsko z derbów na San Mamés cofając piłkarzy niemalże do samego pola karnego pozwalając Athletikowi na bicie głową w mur przez godzinę. Później było już tylko żelazne 4-3-3.

Recepty na Real Sociedad są dwie. Cierpliwe zespoły oddają inicjatywę i czekają w zasiekach na moment do ataku, który przychodzi zwykle wtedy, gdy Txuri Urdin zaczynają grać w poprzek zamiast do przodu. Drużyny mniej zainteresowane bronieniem się po prostu odbierają im piłkę wysoko na ich połowie i zaczynają polowanie. Dzięki „elastyczności” Sacristána Real Sociedad nie dyktuje już warunków na murawie. Dla Barcelony to idealna okazja, aby rozprawić się nareszcie z tą przeklętą Anoetą w meczu ligowym.

Autor: DAWID KULIG
Twitter@d_kulig

Udostępnij:

Komentarze (3)

Gorące tematy