Następny mecz:  Betis  -  Barcelona     ·  Niedziela, 21 stycznia 20:45  ·  20. kolejka La Liga Eleven Sports 1   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

Javier Urruticoehea Urruti

O tym, że bramkarz, to pozycja bardzo niewdzięczna, nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Jeśli napastnik zmarnuje sytuację, nikt raczej nie będzie go za to winił. Podobnie, jeśli pomocnik straci piłkę w środku pola. Jeśli to obrońca popełni błąd, jest jeszcze nadzieja, że wszystko naprawi bramkarz. Jeśli z kolei to golkeaper się pomyli, może być pewnym, że spłynie na niego fala krytyki, bowiem za swoimi plecami ma tylko siatkę. W historii Barcelony tylko kilka razy jakiemuś bramkarzowi udało się zostać docenionym. Jednym z nich był Francisco Javier González Urruticoechea czyli Javier Urruti.

Gipuzkoa to jedna z północnych prowincji Baskonii. Jej stolicą jest San Sebastian. 17 listopada 1952r., w tym mieście, ze światem przywitał się jeden z najlepszych piłkarzy w historii Euskadii (kraju Basków). Jak to zwykle bywa w przypadku wielkich graczy, jego kariera potoczyła się szybko. Zaczął w młodzikach lokalnej drużyny Lengo Koak. Następnie przeszedł do Sanse, ale to był tylko przystanek przed większym klubem – Realem Sociedad San Sebastian. Przejście do drużyny, której pierwsza ekipa grała w Primera Division nie było błędem. Mierzący 1,82m zawodnik błyskawicznie rozwinął tam swoje wysokie umiejętności i w wieku 17 lat zadebiutował w la Liga. Swoje pierwsze 90 minut „zaliczył” podczas pierwszej kolejki sezonu 1973-74. Choć piłkarze Granady C.F pokonali go dwukrotnie (Echecopar 42' i Duenas 83') to zawodnik na dobre wywalczył sobie miejsce w podstawowej jedenastce baskijskiej drużyny. Zagrał we wszystkich 34meczach, puszczając 47bramek i 8-krotnie zachowując czyste konto. Dzięki jego postawie baskijska drużyna zajęła 4 miejsce na zakończenie sezonu.

Nowy sezon. W bramce Urruti. Bronił przez trzy mecze, później między słupkami zmienił go Artola. Na razie to tylko epizod, bo w 5kolejce na placu gry wybiegł Urruti. W 9. kolejce siatki baskijskiej jedenastki strzeże Artola, który na miejscu między słupkami wytrwał do końca sezonu. Bilans Urruteigo - 8 straconych bramek w 7meczach nie był imponujący. Bramkarz tylko w dwóch spotkaniach – z Malagą (3. kolejka) i Valencią (7.kolejka) nie dał się pokonać żadnemu zawodnikowi rywala. Mimo to, Urruti miał jakiś wkład w to, że Baskowie obronili czwartą lokatę.

Nadeszła pora by rozpocząć kolejny rok ligowych zmagań w Hiszpanii. Javier znów stał się podstawowym bramkarzem Realu Sociedad San Sebastian, bowiem Artola odszedł do Barcelony. Urruti bronił przez pierwsze 25 kolejek, od 26-tej jego miejsce zajął Arconada. Tym razem statystyki są następujące 33 stracone bramki i 5-razy czyste konto. Ten rok był o wiele gorszy w wykonaniu piłkarzy z San Sebastian. Erreala zajęli 8 miejsce. Wynik co najmniej średni, a w perspektywie ławka rezerwowych. I tak właśnie się stało. Urruti nawet raz nie był w stanie wygrać rywalizacji z Arconadą. Nadeszła pora by zmienić otoczenie, dlatego przeszedł do siódmej ekipy w kraju – Espanyolu.

W katalońskim klubie przybysza czekała ciężka walka o miejsce w podstawowej jedenastce. W razie urazu, bądź słabszej dyspozycji Echevarii alternatywą był Fernandez, Urruti był dopiero trzecią opcją. Ciężka praca na treningach jest jednak w stanie zdziałać cuda i od ósmej kolejki to Bask miał niepodważalne miejsce w drużynie biało-niebieskich. W swoim debiutanckim sezonie w Los Pericos Urruti wystąpił w 26 meczach tracąc 43 bramki i 2-krotnie zachowując czyste konto. Nie to, było jednak najważniejsze. Dzięki swoim cudownym interwencjom bramkarz wielokrotnie ratował drużynę przed stratą bramek. To za jego sprawą Los Pericos wywalczyli 15 pozycję.

Dostrzegł to ówczesny selekcjoner reprezentacji Hiszpanii – Ladislao Kubala. 29 marca 1978r. podczas spotkania towarzyskiego z Norwegią, w 45minucie Urruti zmienił w bramce Miguela Angela. Mecz zakończył się zwycięstwem Hiszpanów 3-0. Piłkarz zdobył chyba zaufanie szkoleniowca, bowiem wraz z reprezentacją kraju pojechał na Mundial do Argentyny. Niestety nie zagrał nawet minuty, ponieważ z numerem jeden grał doskonale znany Urrutiemu, Luis Arconada.

Zaczął się sezon 1979-80. W drużynie Espanyolu nikt nie miał wątpliwości kto powinien bronić od pierwszej do ostatniej kolejki. Echevarria musiał na dobre pogodzić się z rolą drugiego bramkarza i zaliczył tylko 5 występów. W pozostałych 29 na plac gry wybiegł Urruti. Choć zaliczył katastrofalny występ z Zaragozą, w którym dał się pokonać aż 8-krotnie to i tak był kochany przez kibiców. Drugi sezon w Los Pericos upłynął bramkarzowi pod znakiem efektownych parad i aż 12-krotnym zachowaniem czystego konta. 33 stracone bramki w 29 meczach i 7 pozycji w górę względem poprzedniego sezonu – można było być w miarę zadowolonym.

Kolejny rok zawodnik zapamiętał nie tylko dlatego, że stał między słupkami katalońskiej ekipy przez wszystkie 34 kolejki, od pierwszej, do 90 minuty. Nadszedł czas na debiut w drużynie Euskadi XI. Reprezentacja Baskonii, bo to ona kryje się pod tą nazwą powstała już w 1915r., a swój pierwszy mecz rozegrała przeciwko swojemu katalońskiemu odpowiednikowi. Gracze z północy Hiszpanii wygrali to spotkanie 6-1. Kilkanaście lat później wybuchła wojna domowa, nastał reżim Franco i reprezentacja dumnej nacji, bardzo świadomej swojej odrębności kulturowej, musiała zniknąć. Do życia powróciła w 1979r. Wtedy do Baskowie rozegrali swój pierwszy, od dawien dawna, mecz z Irlandią Północną. Wygrali go 4-1, a w bramce stał. Arconada. W spotkaniu z Bułgarią (23 grudnia 1979) zastąpił go Urruti. W swym debiucie, w Donostii, nie dał się pokonać rywalom ani razu, a jego drużyna odniosła zwycięstwo 4-0. Piłkarz jeszcze tylko raz dostąpił zaszczytu gry dla Euskadi XI. Miało to miejsce 03 sierpnia w Gasteiz. W towarzyskim spotkaniu Węgry uległy gospodarzom 5-1. Jedyną bramkę dla gości zdobył Amorrortu w 40’minucie wykorzystując rzut karny. To spotkanie było ostatnim, które Urruti rozegrał w reprezentacji kraju Basków. Może dlatego, że kolejny mecz rozegrano dopiero 10 maja 1988, a więc tuż przed tym, jak zawodnik zakończył karierę? Wróćmy na moment do ligowych statystyk. Bramkarzowi udało się wyrównać swój rekord – 12 spotkań bez wpuszczonej bramki. 37 straconych goli i 14 miejsce na zakończenie sezonu – jak dla drugiego bramkarza kraju na pewno nie było to imponujące osiągnięcie.

Na mistrzostwach Europy we Włoszech Urruti znowu zasiadł na ławce rezerwowych. Po raz kolejny musiał ustąpić Arconadzie. Hiszpanie bardzo szybko wrócili do domu. Nie wyszli nawet z grupy – zajmując w niej czwarte miejsce, za: Belgami, Włochami i Anglikami.

Zmagania w La Liga w ad. 1980-81 czas zacząć. W Barcelonie Urruti mógł spać spokojnie – jego miejsce w ekipie Espanyolu było niepodważalne. Wszyscy wiedzieli, że to min. dzięki niemu drużyna nadal grała w Primera Division. Drugi bramkarz – Dominguez był bez szans – na plac gry wybiegł tylko trzykrotnie. Los Pericos skończli sezon na 10 pozycji, a ich podstawowy golkeaper w 31 spotkaniach stracił 39 bramek. 8-krotnie udało mu się zachować czyste konto.

Rok 1981. Josép Lluís Nuñez, ówczesny prezydent Barcelony zdał sobie sprawę, że drużynie przydałby się nowy bramkarz. Klubowa kasa stała się biedniejsza o 55milionów peset, ale za to w klubie był nowy zawodnik i to nie byle jaki – Javier Urruti. W drużynie Barcelony zadebiutował już 4 sierpnia, w towarzyskim spotkaniu z holenderskim FC Dordrecht. Bronił przez całą drugą połowę i ani razu nie dał się pokonać zawodnikom rywali. Na drodze ku regularnym występom w pierwszej drużynie stanął pierwszy bramkarz Azulgrany, zdobywca Pucharu Zamory sprzed czterech lat – Artola. Urruti w swym debiutanckim sezonie w Barçy nie pograł za wiele. W lidze rozegrał tylko trzy spotkania, w których drużyna starciła 7 bramek. Kataloński klub zdobył wicemistrzostwo i wygrał Puchar Zdobywców Pucharów. W pierwszych meczach tych rozgrywek – z Traklą Plovdiv, Duklą Praga, Lokomotive Lipsk bronił Artola. Od półfinałowych zmagań z Tottenhamem między słupkami stał Urruti. Po wygranym 2-1, finale z Standardem Liege zawodnik mógł zapisać na swojej liście trofeów pierwszy tytuł – Puchar Zdobywców Pucharów.

Kolejny Mundial. Tym razem Urruti nie musiał wyjeżdżać nawet z kraju, bowiem najlepsze reprezentacje świata zmierzyły się na hiszpańskich boiskach. Powołanie nie ominęło Uruttiego, który jak zwykle był zmiennikiem dla Arconady. W grupie „A” Polska, Włochy i Kamerun oraz niezły zespół Peru. Nas interesuje bardziej grupa „E”, w której grały zespoły: Irlandii Północnej, Jugosławii, Hondurasu i gospodarzy. Piłkarzom z Półwyspu Iberyjskiego udało się wywalczyć awans do kolejnej fazy rozgrywek. Tu za rywali mieli Anglików i RFN i zakończyli zmagania zajmując 3 miejsce w grupie „B”.

Nadszedł nowy sezon (1982-83) i Urruti znowu musiał walczyć o miejsce w podstawowej jedenastce. Jego rywalami byli Artola i Amador. Najmniej ligowych spotkań, spośród trójki bramkarzy Barçy zaliczył Amador (1 występ). Artola był o wiele lepszy, bowiem na placu gry gości 16 razy. Palma pierwszeństwa przypadła jednak Uruttiemu, który między słupkami staje 18-krotnie i traci 17 bramek. Rywale w 6 meczach nie mogli znaleźć recepty na pokonanie baskijskiego golkeapera. Barcelona znowu nie została mistrzem kraju, ale drużyna ma na koncie kolejny tytuł – Copa del Rey. W pierwszym dwumeczu tych rozgrywek – z Celtą bronił Amador. Potem nadeszli trudniejsi rywale jak np. Athletic Bilbao i w bramce musiał stanąć lepszy portero – Urruti. Kolejną przeszkodą był Real Sociedad San Sebastian, ze starym znajomym, Arconadą w składzie. W dwumeczu górą był golkeaper Barcelony. Czas na finał w Zaragozie. Lepszego przeciwnika trudno sobie wyobrazić – Real Madryt. Azulgrana wygrała to spotkanie 2-1 i czwartego czerwca Urruti mógł wznieść w górę Puchar Króla. To nie był koniec walki o tytuły, w tym roku. Po zakończeniu zmagań w Primera Division i Copa del Rey rozegrano pierwszą edycję Pucharu Ligi. Piłkarze Barcelony z Urrutim w bramce odprawili z kwitkiem Storting Gijon, Atletico Madryt, a w finałowym dwumeczu głównie za sprawą Maradony pokonali Real Madryt (2:2 i 2:1).

Dwa lata w Barçy, trzy poważne trofea, a w perspektywie kolejne, bowiem Azulgrana jako zdobywca Copa del Rey miała stoczyć bój z mistrzem kraju – Athletic Bilbao (o Superpuchar Hiszpanii). Wcześniej jednak mecz o Puchar Gampera. To była najwyższa pora by znowu wygrać to trofeum, bowiem ostatnio do klubowej gablotki trafił 3 lata wcześniej – w 1980r. Po meczach z Nottingham Forest (2:0) i Borussią Dortmund (2:1) cules znowu mogli być zadowoleni, ponieważ Puchar Gampera wrócił do Katalonii. Jeszcze większa fala radości ogarnęła zwolenników Blaugrany po meczu o Superpuchar Hiszpanii. Po zwycięstwach 3-1(wyjazd) i 1-0 (w domu) tytuł trafił do Barcelony. Nadszedł czas, by zacząć ligowe zmagania. Pozycja Urruteigo, byłą niepodważalna. Występ Artoli w 20. kolejce to tylko epizod. 33 mecze, 27 straconych bramek – 16razy czyste konto – rezultat może być tylko jeden. W ręce bramkarza Barcelony powędrowało trofeum Zamory. To jednak koniec tytułów w tym sezonie. W Copa del Rey, Barça przegrała w finale z Athletic Bilbao (1-0). W Lidze Mistrzów lepszy okazał się Manchester United. Na krajowym boisku 3miejsce. Pechowe, bowiem do pierwszego w tabeli Athletic zabrakło tylko jednego oczka. I jeszcze jedno nieszczęście – zdobywca trofeum Zamory, a więc ktoś kto wpuścił najmniej bramek w ciągu całego ligowego sezonu nie pojechał na Mistrzostwa Europy do Francji! Wreszcie można było myśleć o rywalizacji z Arconadą, a tu taki klops. I to do tego, wszystko, znowu przez baskijskiego bramkarza. Tym razem winowajcą stał się gracz ekipy z Bilbao – Andoni Zubizarreta.

Sezon 1984-85, Barça zaczęła bardzo dobrze, bowiem od zwycięstwa w Pucharze Gampera. Ani argentyńskie Boca Junoniors Buenos Aires (9-1), ani niemiecki Bayern Monachium, nie były w stanie (3-1) powstrzymać Azulgrany z Urruttim w bramce. Kolejnym celem stał się Puchar Carraza. W półfinale bronił Urruti, ale w następnym meczu zmienił go Amador, a Barcelona przegrała z Cadiz 3-1.Może więc nie była to dobra decyzja szkoleniowca Blaugrany? Nastał czas, by zainaugurować rozgrywki w Primera Division. Zanim liga rozkręciła się na dobre należał rozegrać pożegnalny występ Artoli i Olmo. W tym spotkaniu, Urruti zmienił pierwszego z wymienionych piłkarzy, a Fradera, tego drugiego pana. W sezonie 1984-85 z placem gry pożegnał się jeszcze Quinni, ale w tym spotkaniu baskijski bramkarz nie wystąpił. Wróćmy jednak naszymi myślami do ligi. Barcelona przewodziła stawce od samego początku. Już 25 marca drużyna mogła wywalczyć mistrzostwo. Potrzebny był tylko jeden punkt. Wszystko układało się dobrze, ale do czasu.

Ostatnie minuty spotkania z Realem Valladolid i… arbiter Sánchez Arminio wskazuje na 11metr. Do piłki podchodzi Mágico González. Bierze rozbieg, uderza i…parada de Urruti! Cały stadion podnosi krzyk, bramkarz zostaje bohaterem dnia. Rano jeden z żurnalistów „Sportu” napisze „Urruti, t’estimo” (Urrutti, kocham cie”), ale nikt nie oskarży go o homoseksualizm. Każdy zrozumie tą radość, bowiem na mistrzostwo czekano 11 lat.

Bilans ligowy: 33 spotkania, 25 straconych bramek i 15 raz zachowane czyste konto. Niestety ani w Lidze Mistrzów, ani w Pucharze Króla Barcelonie nie wiedzie się tak dobrze.

Nadszedł sezon 1985-86. Puchar Gampera znowu pozostał w Katalonii. Tym razem goryczy porażki zaznały Rapid Wiedeń i HSV. Kolejne trofeum, które mogła zdobyć Azulgrana to Superpuchar Hiszpanii. Niestety, w dwumeczu, to Atletico Madryt okazało się lepsze. Barcelona doszła też do finału Pucharu Króla. Niestety przegrała w nim minimalnie, bo 1-0, z drużyną Realu Zaragozy. W La Liga Urruti zaliczał regularne występy w pierwszym składzie. Na plac gry wybiegł 31 razy i stracił dokładnie tyle samo bramek. 11-krotnie udało mu się zachować czyste konto. Azulgrana została wicemistrzem kraju, ustępując tylko Realowi Madryt. O tych niepowodzeniach pozwalały zapomnieć występy w Lidze Mistrzów. Najpierw z kwitkiem została odprawiona czeska Sparta, potem portugalskie Porto, włoski Juventus i szwedzki IFK Goteborg.

7 maja, Sewilla, finał z Steauą Bukareszt. Niektórzy już cieszyli się z Pucharu Europy, bowiem Barça była murowanym faworytem do zwycięstwa w tym meczu. Andaluzja to przecież Hiszpania, stadion był pełen cules, a zawodnicy z Rumunii byli anonimowi niemal dla wszystkich. Barça dominowała, miała sytuacje sam na sam, ale ciągle górą był bramkarz rywali – Ducadam. Mecz wbrew oczekiwaniom wszystkich zgromadzonych trwał aż 120 minut, a o tym kto wywalczy Puchar Europy miały zdecydować rzuty karne. Wszyscy mieli w pamięci sposób w jaki rok wcześniej Barça wywalczyła tytuł mistrzowski. Tylko, że wtedy w razie czego, do rozegrania było jeszcze kilka spotkań. Teraz wszystko miało rozstrzygnąć się w ciągu chwili. Zaczynają Rumuni. Do piłki pierwszy podchodzi Majearu. Strzela i… nie ma gola. Teraz pora na Azulgranę. Na jedenastym metrze staje Alexanko. Bierze rozbieg, uderza i…znowu nie ma gola. Wszystko zaczyna się od nowa. Bölöni i… górą Urruti. Pedraza i nadal mamy wynik 0:0. Cztery karne, żadnej bramki. Kolejnym egzekutorem jest Lăcătuş. Tym razem Rumuni się nie mylą. 1:0. Niestety, Alonzo nie jest w stanie pokonać Helmuta Duckadama. Za to Balint umieszcza piłkę w siatce strzeżonej przez Urrutiego. Na tablicy wyników 2:0. Następny rzut karny będzie wykonywał Marcos. Jeśli trafi Barça będzie nadal w grze, jeśli spudłuje…Strzał i koniec. Nie ma potrzeby wykonywania kolejnej serii. 2:0. Śmiało można powiedzieć „patologiczny” konkurs rzutów karnych. Na pewno nie można winić bramkarza. Obronił dwa rzuty karne. To, w normalnych warunkach, z pewnością, starczyłoby do zwycięstwa. Cóż można było poradzić na rażącą nieskuteczność graczy katalońskiej ekipy? Tak jakby na pocieszenie kibiców, Azulgrana wygrała Puchar Ligi.

I znowu Mundial, tym razem w Meksyku. W składzie Hiszpanii nie było Arconady, ale szanse Urrutiego na występ były minimalne, ponieważ pełnił rolę trzeciego bramkarza. Numerem jeden był Andoni Zubizarreta, a jego zmiennikiem Juan Carlos Ablanedo. W ćwierćfinale Hiszpania przegrała po rzutach karnych z Belgami (1:1 k:5:4), a Urruti na dobre musiał się pogodzić z tym, że w reprezentacji kraju już nie wystąpi. Ogółem w kadrze rozegrał 5 spotkań tracąc 6goli. Tylko w przegranym 1-0 meczu, z Włochami (21 grudnia 1978) był na placu gry przez pełne 90 minut. Identycznym wynikiem zakończyło się spotkanie z Czechosłowacją (14 marca 1979), w którym Urruti bronił przez drugą połowę i stracił jedną bramkę. Dwóch meczów z Danią (14 listopada 1979 i 21 maj 1980) bramkarz RSSS, Espanyolu i Barçy także nie może zaliczyć do udanych. W obu spotkaniach broni tylko w drugiej połowie i w obu, dwukrotnie, dał się pokonać rywalom. Niestety nie dostał więcej szans gry i jeśli nie liczyć powołań, można uznać, że jego kariera w reprezentacji dobiegła końca 21 maja 1980.

Zanim wrócimy do Barcelony warto wiedzieć jedną rzecz. Jeszcze przed finałowym meczem Pucharu Europy, z Steauą, działacze Azulgrany podpisali kontrakt z Andonim Zubizarretą. Taka sytuacja nie podobała się kibicom, którzy kochali charyzmatycznego Urrutiego, prawdziwego lidera na boisku i poza nim. W większości spotkań pre-sezonu bronił nowy nabytek katalońskiego klubu. Także w wygranym Pucharze Gampera. Presja cules to za mało by przekonać Terry’ego Venablesa. Choć sezon 1986-87 był najdłuższym w historii Primera Division, Urruti nie zagrał w La Liga nawet przez minutę. Zresztą trudno się dziwić decyzji szkoleniowca. Nie po to sprowadzono pierwszego bramkarz reprezentacji Hiszpanii, by między słupkami stał trzeci golkeaper kadry. „Staremu” portero Azulgrany nie były dane nawet występy w Copa del Rey. Urruti musiał pogodzić się z rolą rezerwowego – na plac gry wybiegł tylko w spotkaniach towarzyskich. Andorra, Elche, Figueras (2 razy), Nastic, Koparit, Sabadell, Tarrega – te nazwy drużyn nie rzucają na kolana. Stawkę uzupełniają dwie znane i cenione w europie marki - Manchester United i Paris Saint German. W tych 10-ciu meczach Barça straciła 15 bramek i tylko raz bramkarz Dumy Katalonii zachował czyste konto (Koparit).

Wraz z sezonem 1987-88 do Barcelony trafił Johan Cruyff, tym razem jako szkoleniowiec. Czyżby więc nadzieja na częstsze występy? Nic z tych rzeczy. Urruti mógł bronić tylko w meczach towarzyskich. Andora, Mollerusa, Ajax Amsterdam, Figueres, Tortosa, Fraga. To tylko 6 spotkań, a przecież jeszcze nie tak dawno Urruti miał pewne miejsce w podstawowej jedenastce, był idolem… Pora podjąć męską decyzję i albo odejść, albo zakończyć karierę. Zawodnik zdecydował się na drugą opcję, ale nie odłożył na bok bramkarskich rękawic. Został w Barcelonie, aby szkolić nowych golkeaperów Azulgrany.

Pora na podsumowanie. Urruti był doskonałym bramkarzem. Miał charyzmę, stawał się kluczową postacią zespołów w których grał. Kibice go uwielbiali, a on sam, swoimi interwencjami udowadniał, że należy do światowej czołówki. Miał przy tym ogromnego pecha i nie jest tu tylko mowa o finale Pucharu Europy. Przede wszystkim chodzi o bramkarzy z kraju Basków. W tym okresie było bardzo wielu świetnych portero z tego regionu. Artola, Arconada, Zubizarreta – im wszystkim Urruti musiał stawiać czoła. A, że te postacie nie są byle kim niech świadczy, że każdy z nich zdobywał Trofeum Zamory. Nigdy wcześniej, ani później, Euskadia nie wydała w tak krótkim okresie tylu znakomitych bramkarzy. Urruti umiał pogodzić się z całą sytuacją. Wśród swoich ulubionych piłkarzy wymieniał idola z dzieciństwa, gracza Athletic Bilabo – Iríbara, Lópeza Ufarte i … Arconadę. Nie każdy umiałby tak podejść do całej sytuacji. Ale taki był Urruti, który sam opisywał siebie jako szczerego i zbyt pewnego siebie. Umiał docenić pracę innych – uważał, że największy wpływ na jego karierę mieli trenerzy, piłkarze i kibice, gdyż to dla nich starał się jak tylko mógł. Był popularny i bardzo to lubił. Miał piękne marzenie – chciał być zapamiętany jako ktoś, na kogo zawsze można liczyć. W wolnym czasie, lubił robić niemal wszystko. Grał wówczas w piłkę ręczną, słuchał muzyki klasycznej i Alberta Hammonda (autor min. „It Never Rains in Southern California”). Czytał ksiązki Pío Baroja i oglądał filmy z Paulem Newmanem. Nigdy nie zapomniał skąd pochodzi. Uważał, że najpiękniejszym miejscem na ziemi jest kraj Basków. Ideały walki o wolność miał wpojone bardzo głęboko. Kiedy zapytano go, kogo chciałby spotkać, wymienił kontrowersyjną postać argentyńskiego rewolucjonisty, Che Guevary.

23 maja, czwartkowego ranka, Urruti zapisał ostatnią kartę w księdze swojego życia. Wraz z przyjacielem wracali do domu po finale Ligi Mistrzów. Nigdy nie dojechali do celu podróży – ich samochód uderzył w barierkę na jednym z barcelońskich rond. Na zawsze pozostanie w pamięci kibiców, którzy jego imieniem nazwali nawet turniej golfowy (Trofero Javier Urruti).

„Był jednym z najbardziej wyrazistych bramkarzy w historii klubu. Poza umiejętnościami posiadał odpowiedni temperament, by grać w wielkiej drużynie. Nidy nie zżerała go presja, zawsze był w dobrym nastroju i zawsze był w stanie zaprezentować pełnię swoich umiejętności, nawet w najbardziej treningowych warunkach”. Niech te słowa Carles Rexach, trenera Barcelony i kolegi Urrutiego z boiska zakończą tą historię.