Następny mecz:  Barcelona  -  Tottenham     ·  Niedziela, 29 lipca 05:05  ·  International Champions Cup TVP Sport   ·  Kolejne mecze   ·  Terminarz

 3 marca 2018, 20:19

 ¡Olé! Magazyn

 4 komentarze

La Otra Liga: Dwanaście lat klątwy Camp Nou

Cykl La Otra Liga współtworzymy we współpracy z portalem ¡Olé! Magazyn, na którym znajdziecie jeszcze więcej tekstów dla fanów La Liga.


Atlético pod wodzą Simeone zdobyło wiele trudnych stadionów. W piękny sposób odczarowało Bernabéu, gdzie wygrało ostatnio kilka derbowych potyczek z finałem Pucharu Króla na czele. Regularne zwycięstwa odnosi na Mestalla, San Mamés i Sánchez Pizjuán. Nieobce są mu także triumfy na Stamford Bridge i San Siro. Cały czas nie może jednak przełamać klątwy Camp Nou, na którą sposobu nie znalazł nawet Cholo.

5 lutego 2006 roku. Na listach przebojów królował James Blunt ze swoim „You’re Beautiful”, do kin lada moment miało wejść „Oszukać Przeznaczenie 3”, a w Polsce swoje początki miała słynna koalicja PiS-Samoobrona-LPR. Zamierzchła przeszłość, prawda? Niemniej właśnie wtedy Los Rojiblancos po raz ostatni wrócili z Camp Nou z kompletem punktów. Podczas gdy Messi dopiero wchodził na futbolowy szczyt, będąc gdzieś między trzecim a czwartym obozem, gwiazda Torresa świeciła już wyjątkowo jasno i to właśnie on był bohaterem klubu z Madrytu, strzelając dwa gole przy wydatnej pomocy nie najlepiej spisującej się obrony gospodarzy.

Kibice świętowali, mogąc choć przez chwilę poczuć się lepszym od wyżej notowanego rywala. Nikt nie przypuszczał, że zasiadający na ławce gości Pepe Murcia na długo zostanie ostatnim szkoleniowcem, który wygrał z Atlético na Camp Nou. Od tamtej pory minęło już dwanaście lat. Licznik wskazuje już szesnaście meczów na stadionie Barcelony, których wstydliwy bilans wynosi z perspektywy Los Colchoneros pięć remisów i jedenaście porażek. Były spotkania słabe i bez historii. Były blamaże madrytczyków, ale były też starcia, w których nie do końca korzystny wynik równoznaczny był z ogólnym triumfem. Ani razu nie było jednak pełnowartościowego zwycięstwa gości. Co z tego okresu pamięta się w Madrycie najbardziej?

Hat-tricki Messiego

Koszmar co się zowie. Żaden inny piłkarz w XXI wieku nie torturował Los Rojiblancos tak, jak czyni to Argentyńczyk. O ile Cristiano udaje się co jakiś czas zneutralizować, o tyle na gracza Barcelony patentu nie znaleziono. Zarówno w Barcelonie, jak i w Madrycie 30-latek prawie zawsze stawia na swoim, chętnie obierając na cel rywali w czerwono-białych koszulkach. Na swoim terenie wbił im zresztą już dwa hat-tricki, wielokrotnie ośmieszając defensorów bez względu na ich nazwiska i formę. W pierwszych sezonach budził strach głównie u skrajnych obrońców, ale dziś portkami trzęsie przed nim z reguły cała formacja. Przyznał to zresztą niedawno Filipe:

Z wiekiem staje się coraz groźniejszy. Gdy był bardziej przyklejony do boku boiska, boczni obrońcy mieli przechlapane i musieli szykować się na najgorsze. Dziś jednak Leo ewoluował i na boisku jest wszędzie, co analogicznie sprawia, że cała drużyna rywali ma problem, z którym mało kto umie sobie poradzić. Raz jest blisko bramki, raz wspomaga skrzydła, innym razem schodzi w głąb boiska i gra między formacjami. Tak nieszablonowego zawodnika nie da się upilnować.

Mistrzostwo Atlético

Zdecydowanie najlepsze wspomnienie Los Colchoneros z Camp Nou z ostatnich dwunastu lat. Fantastyczny, historyczny sezon, którego pogmatwana końcówka doprowadziła do jednego z najpiękniejszych finiszów w wykonaniu Atlético. Cała dziewięciomiesięczna ciężka praca osiągnęła punkt kulminacyjny w stolicy Katalonii, gdzie po pełnym emocji meczu można było świętować dziesiąte w historii mistrzostwo Hiszpanii. Z pewnością na uznanie zasługuje zachowanie fanów Blaugrany, którzy po końcowym gwizdku oklaskiwali płaczących ze szczęścia nowych mistrzów kraju. Tuż po meczu kilku piłkarzy starało się ze łzami w oczach skomentować jakoś to, co się wydarzyło. Jednym z nich był Godín, autor najważniejszego gola w tamtym sezonie:

Nie wiem, jakich mam użyć słów. To jak się czuję jest wręcz niemożliwe do opisania. Odebrało mi mowę, po prostu nie wiem, co mam powiedzieć. To jest coś niesamowitego. Teraz rozumiem, co czuł Ghiggia, gdy uciszył Maracanę. Być może to tylko namiastka tamtej bramki, może odpowiada jej w jakiejś jednej trzeciej, ale poczułem, jak to jest uciszyć wielki stadion.

Błędy sędziów

Niestety, to jedna z rzeczy o której zawsze mówi się najwięcej. Hiszpańscy sędziowie mają skłonność do popełniania absurdalnych błędów i w meczach na Camp Nou także ich nie brakowało. Choć kibice często lubią obrzucać się zarzutami o kradzieże i faworyzowanie przez sędziów, prawda jest taka, że koniec końców wszystko rozkłada się mniej-więcej po równo, a starcia Barcelony z Atlético nie są wyjątkiem. Wracając do wspomnianego przed chwilą spotkania o mistrzostwo, Duma Katalonii mogła czuć się pokrzywdzona, bowiem w drugiej połowie arbiter nie uznał prawidłowo zdobytej bramki przez Messiego, która mogła przerzucić tytuł w ręce Blaugrany.

Z kolei w zeszłorocznym rewanżu Pucharu Gil Manzano – który swoją drogą poprowadzi niedzielny hit sezonu – skrzywdził Los Rojiblancos, odgwizdując nieistniejącego spalonego przy golu Griezmanna, co mogło mieć wpływ na kwestię awansu. Prawdziwy koncert absurdalnego gwizdania dał jednak w 2015 roku Undiano Mallenco, którego decyzje były całkowicie niezrozumiałe i oderwane od rzeczywistości. Sympatycy Los Colchoneros do dziś wzdrygają się na dźwięk jego nazwiska, ale w tamtym konkretnym meczu Hiszpan rozdawał obu drużynom po równo: z jednej strony karny z kapelusza dla Atlético i brak czerwonej kartki dla Giméneza za faul na Neymarze, a z drugiej niezauważenie ewidentnego zagrania ręką przy trafieniu Messiego i nienapomnienie Argentyńczyka za bardzo niebezpieczne wejście w Moyę.

Kontuzje

W tym przypadku chodzi głównie o Diego Costę, dla którego wizyty na Camp Nou wiązały się, jak dotąd, z mieszanymi odczuciami. Brazylijczyk nazywany jest królem wielu hiszpańskich stadionów, ale z Les Corts zawsze wracał z zerowym dorobkiem. Co więcej, w 2014 roku dwukrotnie schodził z boiska z kontuzją w niezwykle kluczowych momentach. Najpierw w pierwszym meczu ćwierćfinału Ligi Mistrzów zszedł po niespełna trzydziestu minutach, a złapany uraz mięśniowy wyeliminował go z rewanżu. Niedługo potem El Lagarto wytrzymał jeszcze mniej i w meczu o mistrzostwo Hiszpanii zagrał niecały kwadrans. Kręcąc głową opuścił murawę ze łzami w oczach obserwował z ławki resztę spotkania. Szybko dołączył do niego Arda Tuan, który także doznał kontuzji i do końca najważniejszego starcia od ponad piętnastu lat Simeone musiał radzić sobie bez dwóch największych gwiazd. Szczęśliwie wszystko skończyło się jednak dobrze Los Rojiblancos.

Dwanaście lat, szesnaście meczów i wiele zapadających w pamięć momentów, ale ani jednego zwycięstwa. Podczas gdy Atlético raz za razem nieudanie szturmuje Camp Nou, triumfy w Barcelonie zdążyły już święcić takie zespoły jak Osasuna, Rubin Kazań, Real Saragossa i Hérculés. Biorąc pod uwagę sytuację w La Liga i stawkę zbliżającego się spotkania, wydaje się, że to idealny moment na przełamanie klątwy. Tym razem bowiem remis nie zapewni już mistrzostwa, a zwycięstwo może zmazać jedną z niewielu skaz, jakie w swoim madryckim C.V. ma Simeone.

Autor: MAREK DUBIELECKI

Udostępnij:

Komentarze (4)

Gorące tematy