Wyjazdowe zwycięstwo Liverpoolu z Cardiff City

Grzegorz Zioło

21 kwietnia 2019, 19:22

13 komentarzy

Rywal FC Barcelony w półfinale Ligi Mistrzów 2018/19 Liverpool wygrał wyjazdowe spotkanie z Cardiff City w 35. kolejce Premier League. The Reds zwyciężyli 2:0 po golach Georginio Wijnalduma oraz Jamesa Milnera z rzutu karnego, dzięki czemu znów wrócili na fotel lidera ligi angielskiej. Pasjonująca, a zarazem wyniszczająca walka o tytuł mistrzowski z Manchesterem City będzie trwała do samego końca sezonu.

Zgodnie z przewidywaniami Liverpool był drużyną prowadzącą grę w meczu z jednym z kandydatów do spadku z Premier League, jednak zwycięstwo wcale nie przyszło podopiecznym Jürgena Kloppa łatwo. Po pierwszej połowie na tablicy wyników wciąż widniał bezbramkowy remis, a The Reds byli bardzo nieskuteczni. Doskonałej okazji do zdobycia gola po świetnym prostopadłym podaniu Sadio Mane nie wykorzystał Roberto Firmino, a pojedynek sam na sam z dobrze dysponowanym Neilem Etheridgem przegrał Mohamed Salah.

Zabójcze trio ofensywne Liverpoolu tym razem nie mogło wstrzelić się w bramkę Cardiff, ale z pomocą kolegom z ataku ruszył w drugiej połowie Georginio Wijnaldum. Trent Alexander-Arnold posłał płasko piłkę z rzutu rożnego w pole karne, a holenderski pomocnik huknął nie do obrony i wyprowadził The Reds na prowadzenie. Zespół ze stolicy Walii mógł odpowiedzieć również po zagraniu z narożnika boiska, ale środkowy obrońca Sean Morrison źle złożył się do strzału głową i nie wykorzystał dogodnej sytuacji. Ten sam zawodnik w 80. minucie długo przytrzymywał Salaha w polu karnym, aż w końcu Egipcjanin przewrócił się, a sędzia wskazał na rzut karny. Do jedenastki podszedł James Milner i pewnym strzałem przypieczętował zwycięstwo Liverpoolu.

The Reds toczą zacięty pojedynek o mistrzostwo Anglii z Manchesterem City i po dzisiejszym meczu mają nad nim dwa punkty przewagi, jednak ich rywale w środę rozegrają zaległy mecz derbowy z United. Jürgen Klopp nie ma tak komfortowej sytuacji jak Ernesto Valverde i praktycznie w każdym meczu musi posyłać na boisko wszystkich swoich kluczowych piłkarzy, ponieważ każda strata punktów może kosztować jego drużynę upragniony tytuł. Przed pierwszym meczem z Barceloną Liverpool zagra jeszcze w najbliższy piątek u siebie z Huddersfield, które już kilka kolejek temu pożegnało się z szansami na utrzymanie.

Fot. Kevin Walsh / CC BY 2.0

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Liverpool jest w najgorszej możliwej sytuacji.
Cały czas są punkt za City (są na szczycie, ale City ma jeden mecz mniej), mają najmocniejszego rywala w LM i sporo do udowodnienia bo nie osiągnęli niczego od bardzo wielu lat a przy tym absolutny brak pola manewru. Jakikolwiek porażka robi im ogromną krzywdę wypychając ich z LM (którego nie zdobyli od 14 lat) albo mistrzostwa ligi (na które czekają od 29 lat).
Klub tak głodny pucharów jest tak blisko a za razem tak daleko, trudno im zazdrościć tej sytuacji.

Trochę się cykam dwumeczu z tym przeciwnikiem. Tym bardziej ze na rewanż jedziemy do Anglii..

Niech walczą z City do końca o majstra i wierzą że się uda to woda na młyn dla nas w pojedynku z nimi :)

Co ten Klopp... 2:0 z takimi ogórkami...?

Dobrze, że wygrali. Jeśli jeszcze City nie wygra z United to będą walczyć do końca o mistrzostwo. Dla Barcy to dobra wiadomość.

Nic specjalnego ten mecz